wtorek, 1 września 2015

23. "Wiedziałem, że kiedyś wrócisz."

*Laura*
....Kiedy zjedliśmy, nie zostawiając po sobie śladu w postaci żadnej wiadomości, wychodziliśmy z domu na lotnisko, by potem udać się do Austrii... nagle usłyszałam dźwięk telefonu Mario. Zwykła babska ciekawość siedzącą gdzieś w mojej podświadomości kazała mi sprawdzić kto dobija się do byłego zawodnika Bayernu.
-Filipku, poczekaj moment. Pójdę jeszcze coś sprawdzić.- zwróciłam się do syna, który usiadł na ławce.
Głos, który wcześniej słyszałam, dobiegał chyba z salonu. Tam też się udałam. Nie musiałam długo szukać telefonu, gdyż rozmówca znowu dał o sobie znać wysyłając coś na telefon Götzego, czym doprowadził mnie do poszukiwanego przedmiotu. Nie zastanawiałam się nad tym co mogę zobaczyć na ekranie,  odblokowałam i to co zobaczyłam, sprawiło, że z trudem udawało mi się normalnie oddychać. Nadawcą wiadomości,  która została wysłana była Ann-Kathrin Brömmel. Jak wszyscy dobrze wiedzą,  była dziewczyna Mario. Tak naprawdę resztę historii dopowiedziałam sobie sama. Wiem, że nie powinnam,  ale nie panując już nad sobą odczytałam wiadomość.
"Daj jej lecieć. Będziemy mogli wreszcie normalnie się spotykać. Jesteś dla niej za dobry. Ze mną było by Ci sto razy lepiej,  skarbie. Dobrze o tym wiesz. :*"
"Kocham Cię a ty mnie. Więc jaki jest problem? Mario, misiu, nie daj się prosić.  Czekam punkt 20. :*:*:*"
Dokładnie tak jak myślałam! Ten pusty gnojek, był bardzo zdenerwowany, bo nie widział jak zakręcić żeby było dobrze. Dla kogo dobrze? Dla niego! Buzowała we mniej złość. A także odczuwałam smutek.  Tyle cierpiałam przez niego. Nawet rozstałam się z Gregorem, którego bardzo kochałam. Przecież to z nim mogłam stworzyć udany związek.  Ale nie, ja wolałam wrócić do zakłamanego idioty, który niszczy mnie na nowo!  Zawsze mam pecha! 
Po moim policzku spłynęła łza. Cały czas trzymałam telefon w ręku. Kiedy nagle drzwi się otworzyły. Odwróciłam się a tam stał on. Ten, przez którego cały czas cierpię... Miałam ochotę na niego nawrzeszczeć.  I nie rezygnowałam z tego zamiaru. Czekałam tylko aż zamknie za sobą drzwi, tak żeby Filip znowu nie musiał wysłuchiwać naszych kłótni.  Powoli wstałam i odwróciłam się przodem do niego.
-Ty serio myślisz, że możesz znowu rujnować mi życie? Tak jak wtedy?! I wiesz co? Może teraz ja sobie wyjadę? Tylko jak wyjadę to już mnie nie zobaczysz! Ale wnioskuję, że Ci to wszystko jedno! - podniosłam ton, żeby nie krzyczeć.
-Poniosło mnie. Przepraszam. -powiedział zimnym głosem, w ogóle na mnie nie patrząc.
-Poniosło Cię mówisz? - przyciszyłam głos.- Prowadzisz podwójne życie, a teraz mówisz,  że  Cię poniosło?! - wściekłam się. - Wiesz co? Żałosny jesteś.  Tyle ci powiem. Masz do mnie nie pisać,  nie dzwonić. A najlepiej zapomnieć. Zachowujesz się jak niedorozwinęte dziecko. Ty chyba nigdy nie dorośniesz. Ale może jej to odpowiada?- zapytałam nie oczekując odpowiedzi. 
-Ale jakiej jej??! O czym ty mówisz?! - udał,  że nie rozumie, wypowiedzianych przeze mnie słów.
-Żałosny jesteś. -Powtórzyłam, rzucając w niego telefonem, a potem otarłam ręką zapłakaną twarz. Zebrałam z podłogi walizkę i szybko wyszłam.
-Co się stało? Tak długo Cię nie było.. rozmawiałaś z tatą? - dopytywał.
- Musiałam mu coś wyjaśnić. -z trudem wymusiłam uśmiech. - Dobra bo samolot odleci bez nas.- powiedziałam, po czym wreszcie ruszyliśmy.
Na lotnisko dotarliśmy w ekspresowym tempie. Chciałam jak najszybciej opuścić to pieprzone Monachium, gdzie spotyka mnie samo nieszczęście. W trakcie lotu prawie nic nie mówiłam. Na początku napisałam tylko wiadomość do Schlieriego, że wylatujemy. Potem Filip założył na uszy słuchawki,  a ja po chwili stwierdziłam, że nie będę się dłużej nad sobą użalać i też założyłam słuchawki. Puściłam moją ulubioną piosenkę, która idealnie pasowała do obecnej sytuacji. Nickelback -"Lullaby" piosenka,  która zawsze pomaga mi się uspokoić. Tak było i tym razem. Potem patrzyłam już tylko tępo w chmury i czekałam kiedy wylądujemy i odpoczniemy wreszcie od tego wszystkiego co tylko nas przytłacza. Niby Filip zbyt dużo się nie wtrąca, ale on na pewno widzi co się dzieje i odczuwa to na swój sposób, tylko nie chce tego pokazać. Ja z kolei, nie chcę aby on musiał przez to wszystko przechodzić. Wiem jaki to dla niego może być stres, życie w skłóconej rodzinie, wcale nie jest proste. Najpierw stracił ojca, teraz go ma, ale kto wie na jak długo? Mario cały czas zachowuje się jak dziecko. Ma żonę i syna a na boku spotyka się ze swoją byłą. Czy on aby na pewno pokazuje dobry przykład naszemu synowi..?
Cały lot spędziłam na rozmyślaniu przy ulubionej muzyce. Następnie stewardessa ogłosiła, że zbliżamy się do lądowania. Puknęłam delikatnie Filipa w ramię, a on natychmiastowo zdjął słuchawki.
-Zaraz lądujemy.- oznajmiłam, a on spakował słuchawki do plecaka.
Chwilę później zaczęliśmy opuszczać samolot. Zaczęłam błądzić wzrokiem wśród zgromadzonych na lotnisku w Innsbrucku ludzi. 

 https://lh5.googleusercontent.com/-9uHBrE65QpQ/UILyyndQ-XI/AAAAAAAADoQ/bwn4qelS8qc/s500/eff1.gif

Od razu zauważyłam wśród nich wysokiego bruneta, szeroko uśmiechniętego, który kręcił na palcu kluczykami od samochodu. Ubrany był w jeansowe spodnie do kolazn, do tego biała bluzka.
-Mamo! Wujek tam jest!- krzyknął młody, pokazując na Gregora, który w dalszym ciągu uśmiechał się do mnie.
-To leć się przywitać! -uśmiechnięta, odpowiedziałam synowi, który wraz ze swoją walizką pobiegł do Gregora
i rzucił się mu na szyję.
Po chwili podeszłam do nich.
-Laura! Wieki się nie widzieliśmy!- podszedł do mnie, mocno tuląc do siebie.
-Tęskniłam.- wyszeptałam do jego ucha.
-A co ja mam powiedzieć? W końcu wróciłaś do Mario...- powiedział równie cicho.
-A to chyba nie było mądrą decyzją... -westchnęłam.- Masz mi to za złe? -spytałam.
-Nie. Po prostu nie mogłem się pogodzić z tym, że nie możemy już być razem... ale nie martw się nadal Cię kocham i czekam za Tobą. Zresztą....  Wiedziałem, że kiedyś wrócisz.- zaśmiał się.
-Oj Gregor. Nic się nie zmieniłeś.- westchnęłm, odklejając się od niego.
-Masz rację.  Cały czas kocham tak samo. -uśmiechnął się i pokazał serduszko.
Chwilę później znaleźliśmy się w sportowym samochodzie skoczka. A dojazd do domu zajął nam 15minut. Potem Gregor pomógł mi z walizkami, a ja, nie mając siły na rozpakowanie ich, postawiłam je tylko w pokoju, który udostępnił mi i Filipowi chłopak na czas naszego pobytu w Austrii, a potem  zeszłam na dół. Usiadłam na kanapie i wyjęłam telefon z kieszeni nerwowo się nim bawiąc.
-Chcesz coś do picia?- do salonu wszedł brunet.
-Możesz nalać mi wody. -uśmiechnęłam się od niechcenia, kładąc telefon na stole przede mną.
-Proszę.- chłopak podał mi wodę,  po czym usiadł obok mnie na kanapie.- Co taka smutna jesteś? Co się dzieje?  -zapytał
-Wszystko w porządku. -westchnęłam.
-Chodzi o Mario...- zaczął się domyślać.
-Nie. Gregor, skoro Ci mówię,  że wszystko jest okey, to możesz nie być taki dociekliwy? -spytałam spokojnie, kiedy zadzwonił mój telefon. Zerknęłam na ekran, numer Mario. Pewnie wymyślił jakieś bardzo 'wiarygodne' historie, i będzie chciał mi wszystko wytłumaczyć.... Jednak nie miałam ochoty z nim rozmawiać.
-Nie odbierzesz?- zapytał po chwili milczenia Gregor.
-Nie.- wzięłam w rękę telefon i rozłączyłam, poczułam jak do moich oczu napłynęły łzy. Nie chciałam rozpłakać się przy chłopaku, dlatego walczyłam, żeby żadna z łez nie spłynęła po moich ciepłych policzkach. Jednak nie powstrzymałam ich... po chwili zaczęłam płakać.
-Laura, skarbie, przecież przy mnie nie musisz udawać. Co się stało? - przysunął się do mnie, a potem zamknął w swoim uścisku.
-Przed wyjazdem pokłóciliśmy się, nie chciał,  żebym tutaj przyleciała. Jak wychodziliśmy z domu, na lotnisko, usłyszałam dzwonek jego telefonu . To była Ann...-rozpłakałam się .
-Ale to że dzwoniła to jeszcze nic nie znaczy. -próbował mnie uspokoić.
-Gregor, ale ona nie dzwoniła. Ona napisała sms. Że z nikim nie jest mu  tak dobrze jak z nią i żeby pozwolił mi lecieć,  bo ona chce żeby  był u niej o 20!- nie mogłam się uspokoić. Przecież to normalne. Znowu zraniła mnie osoba, którą kocham. A właściwie... którą kochałam. Nie wiem co w tym momencie czuję do Götze, ale na pewno z każdym dniem bardziej oddalamy się od siebie.
-Nie myśl o nim. Spróbuj o tym zapomnieć. -uśmiechnął się.
-Nie da się...-popatrzyłam na niego z nadzieją w oczach. Jednak w głębi serca czułam, że już dawno płomyk tej nadziei zgasł,  że już się poddałam...
-Zabiorę Cię gdzieś.- mówił tajemniczo. 
-A co z Filipem?- spytałam.
-Moja siostrą przyjedzie ze swoją małą córeczką Roxi. Poradzimy sobie mała .




****
Nie wiem czy powoli nie kończyć tego opowiadania.  Zastanawiam się jednak nad samym rozwiązaniem.  Jak myślicie, Laura da kolejną już szansę Götze? Czy będzie miała już wszystkiego dosyć i odejdzie ?

piątek, 21 sierpnia 2015

22. "Polecimy, czy Ci się to podoba czy nie."

*Kilka dni później*
Mario, Laura i Filip wrócili z cudownych wakacji.  Wszystko można powiedzieć, że się poukładało, a rodzinie jest coraz łatwiej odnaleźć się w nowej sytuacji.
Wakacje nadal trwają, a Laura cały czas ma ochotę z nich korzystać.
-Pamiętacie co obiecałam Gregorowi?- spytała dziewczyna.
-Że nigdy o nim nie zapomnisz.- odpowiedział Filip.
-No właśnie. Muszę się z nim spotkać. Dużo mu zawdzięczam. Nie chcę, żeby poczuł, że wtedy  wykorzystałam jego pomoc.- zamyśliła się.
-Jedźmy!- krzyknął mały.
-Ile do rozpoczęcia roku?- wtrącił się Mario, siedzący na kanapie.
-2 tygodnie- odparł Filip- Zdążymy! Już nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę wujka!- zachwycił się.
-Jeszcze nikt nie powiedział, że gdziekolwiek jedziemy.- powiedział chyba nie do końca zadowolony obrotem spraw Mario.
-Jak nie masz ochoty, to nie jedź. Biorę Filipa i jedziemy sami.- stwierdziła Laura wstając z kanapy.
-Samej cię nigdzie nie puszczę.- zaprzeczył nie odrywając wzroku od gazety, którą czytał.
-Nic Ci tato nie odpowiada.- skwitował Filip.
-Filip, przestań się wtrącać! To sprawa między mną a mamą.- podniósł ton.
-Jak zwykle ja najgorszy!- młody podniósł się z kanapy, idąc w stronę matki.
-Idź Mario pobiegaj, bo jakiś wczorajszy jesteś.- skwitowała, przytuliła syna i wyszli.
Matka z synem swoje kroki skierowali do pokoju. Laura przejrzała ubrania Filipa. Na zbliżający się nowy rok szkolny, przydałoby się obkupić młodego.
-Co ty na to jakbyśmy wybrali się na zakupy?- spytała Laura.
-Pewnie!- ucieszył się Filip.
-No to dalej. Ubieraj się, a ja przygotuję jakieś kanapki, żebyś nie umarł z głodu.- dziewczyna opuściła pokój syna i poszła do kuchni. Z lodówki wyjęła masło, ser żółty i sałatę oraz chleb z chlebaka. Wstawiła wodę, aby się zagotowała i zabrała się za szykowanie posiłku. Kiedy ten był już gotowy, zawołała Filipa. Uszykowany już na shopping chłopiec, zszedł na dół i przygotował sobie kanapkę z żółtym serem. Laura na stole postawiła herbatę, po czym zaczęli konsumować przygotowany posiłek.
-Dobra w takim razie co potrzebujesz?- zagadnęła dziewczyna.
-Oprócz ubrań? Jakiś nowy plecak i piórnik.- powiedział chłopak.
-Ok, jeszcze coś?- zapytała.
-Jak mi się coś przypomni, to Ci mamo jeszcze powiem.- odpowiedział,
-Dobra. No to  chowamy wszytko do zmywarki i jedziemy.- wstała zbierając naczynia ze stołu.
Kiedy kuchnia była już wysprzątana, dziewczyna przebrała się jeszcze w krótkie spodenki i do tego założyła top. Schodząc ze schodów wzięła kluczyki od samochodu, torebkę, telefon i pieniądze.
-Mario, wychodzimy!- krzyknęła i wyszli nie czekając na odpowiedź.

*Laura*
2godziny później,  razem z  Filipem wróciliśmy z zakupów. Tak jak wcześniej postanowiłam, zaopatrzyłam syna w nowe ubrania i przybory potrzebne co do szkoły. Do tego kupiliśmy rzeczy potrzebne na wyjazd do Austrii. Tak wybierzemy się  tam. Nie rozumiem jaki Mario ma z tym problem. Ale jestem to winna Gregorowi.  Nie chcę żeby myślał,  że dałam sobie pomóc,  a potem urwałam z nim wszelkie kontakty. Przecież był dla mnie ważny. Przez jakiś czas byliśmy blisko... Kochałam go. I nadal nie jest mi obojętny. Nie pozwolę,  żebyśmy utracili kontakt. Zdecydowałam, że po przyjeździe do domu zadzwonię do Schlierenzauera. Tak też zrobiłam.  Zaniosłam zakupy do sypialni, usiadłam na łóżku,  łapiąc za telefon.  Wybrałam numer przyjaciela i połączyłam.
~Laura?!- po kilku sygnałach usłyszałam w słuchawce.
-Nie. Święty Mikołaj -zaśmiałam się. ~Poznałem po sarkazmie.- zaczęliśmy się śmiać.-No to opowiadaj, co tam u ciebie?- spytał.
-Zamierzamy z Filipem wybrać się na wyprawę - zaczęłam dość poważnie.
~Ooo, gdzie jedziecie? -zaciekawił się.
-Do Ciebie matole.- zaśmiałam się znowu.
~Żartujesz?!  Moja ukochana postanowiła zrobić mi wizytę? Weź bo się przewrócę.-  mówił.
-Mam nadzieję,  że ze szczęścia. - uśmiechnęłam się.
~To kiedy się widzimy i... zaraz,  zaraz. Powiedziałaś, że Ty i Filip. A Mario? - zapytał.
-Kiedy? Jak najszybciej. Może nawet za kilka dni. A Mario,  znowu coś go ugryzło.  Ale nie martw się, nawet jak nie pozwoli mi jechać to mu ucieknę.- zaśmiałam się-  Nic nie przeszkodzi w naszym spotkaniu.  Już nie mogę się wprost doczekać! - uradowałam się.
~Dobra, w takim razie pakujcie się i zadzwoń mi koniecznie jak wylecicie. Wyjadę po Was na lotnisko, pa.  Trzymaj się mała.  I pozdrów Filipa.- pożegnał się.
-Okey. Buzaki. Pa -rozłączyłam się.
Odłożyłam telefon na łóżko i zabrałam się za rozpakowanie ubrań,  które kupiłam. Postanowiłam od razu zapakować wszystko do walizki, z którą mieliśmy wyruszyć. Zawołałam syna, który po chwili zjawił się w sypialni ze swoją walizką. 
-Pozdrowienia od wujka - uśmiechnęłam się.
-Dziekuję! Gadałaś z nim?- Zadawał pytania.
-Tak, przed chwilą.- powiedziałam.
-Czyli serio lecimy?!?- zapytał wyraźnie podekscytowany.
-A co wstąpiłeś w to?- poczochrałm go po włosach.
-Gdzie lecimy?- wtrącił się Mario, który w dziwny sposób znalazł się w sypialni.
-Po pierwsze my lecimy z Filipem, po drugie do Austrii, czyli do Gregora. Mówiłam więcej na ten temat, ale najwyraźniej miałeś ważniejsze rzeczy do zrobienia,  niż wysłuchiwanie mojego gadania.- powiedziałam już nieźle wkurzona jego zmiennym zachowaniem .
-Sami nie polecicie.- zakpił.
-Polecimy Mario, czy ci się to podoba czy nie!
http://i.pinger.pl/pgr397/9ecda06d001ebf1c533c64d4
- Jakoś kiedy byłeś sobie we Francji,  nie obchodziło cię gdzie i z kim jeździmy. Ba! W ogóle nie obchodził Cię fakt, czy żyjemy. Także przestań udawać takiego wspaniałego i troskliwego męża i tatusia. Idź sobie do kumpla, a nam daj spokojnie się spakować. Dziękuję, skończyłam.- rzuciłam walizkę na łóżko,  po czym minęłam Götzego w drzwiach.
Zdenerwowana zeszłam na dół.  Swoje kroki skierowałam do kuchni, gdzie ze zmywarki wyjęłam szklankę i nalałam do niej wodę. Upiłam łyk i odstawiłam na blat szklankę, patrząc tępo w okno. Po chwili doszły mnie słuchy trzeszczących schodów. Był to Mario. Zszedł na dół,  a właściwie zbiegł.  Chwycił kluczyki od samochodu, trzasnął drzwiami i wyszedł. Typowy Mario. Zawsze, gdy miał jakiś problem ze sobą,  tak się właśnie zachowywał. Nie myślę wcale, że mnie poniosło czy coś,  wydaje mi się,  ze zawsze bałam się odezwać i tym sposobem Mario robił ze mnie małe dziecko, które trzeba non stop prowadząc za rączkę. Miałam już tego dosyć. Postanowiłam przyspieszyć nasz wylot. Pobiegłam po laptopa. Chcąc  zarezerwować bilety zauważyłam, że najbliższy lot do Austrii odbędzie się  za 4godziny. Zarezerwowałam.
-FILIP! WYLATUJEMY ZA 4GODZINY! SPIESZYMY SIĘ! - krzyczałam do syna.
Pobiegłam na górę dokończyć pakowanie naszych rzeczy, w czym wcześniej przeszkodził mi Mario.
-Pokłóciłaś się z tatą? -spytał zdenerwowany Filip.- Tata nigdy wcześniej tak na Ciebie nie krzyczał.- zauważył. Wyczułam, że próbował się czegoś dowiedzieć. 
-Filip, tatę znowu coś ugryzło,  nie przejmuj się nim. Na pewno mu przejedzie. - starałam się uspokoić syna.- A teraz spieszymy się,  bo nam samolot ucieknie. - zaśmiałam się. 
Po chwili byliśmy już spakowani. Zeszłam na dół i resztkami sił zrobiłam nam kanapki przed wyjściem na lotnisko. Kiedy zjedliśmy, nie zostawiając po sobie śladu w postaci żadnej wiadomości wychodziliśmy właśnie z domu na lotnisko, by potem udać się do Austrii, kiedy nagle usłyszałam dźwięk telefonu Mario....


*Mario*
Wybiegłem z domu z kluczykami od samochodu w ręku, wsiadłem do mojego sportowego auta, jednak nawet tam nie zaznałem spokoju. Wyciągając z szafeczki okulary natknąłem się na jej zdjęcie. Przypomniało mi się w tej chwili co powiedziała,  a raczej wykrzyczała mi prosto w twarz. Mówiła o Francji. Kiedy ją zostawiłem z naszym małym synkiem.  Oczywiście teraz jestem na nią śmiertelnie obrażony, a dobrze wiem, że znowu ja zawiniłem. Dlaczego ja zawsze ranie osoby,  które kocham??


****
Boże Święty.....  ile mnie tu nie było?  Całe wakacje.... rozdział napisany był już parę tygodni temu, jednak nie mogłam się zebrać w sobie na zrobienie jakichkolwiek poprawek. Wiem, że do ideału dużo mu brakuje ... ale chciałam już dzisiaj go ogarnąć i wstawić. Jestem ciekawa czy jeszcze ktoś zagląda tutaj czasem, po tak długiej nieobecności...  sama sobie jestem winna. No niestety.

niedziela, 28 czerwca 2015

21. Stare małżeństwo

-Więc.. czy zostaniesz moją żoną... znowu?- uklęknął przed ukochaną, wyciągając z kieszeni małe czerwone pudełeczko w kształcie serca.
-Mario.. ja.. ja nie wiem co powiedzieć.- znów zaniosła się płaczem.
-Po prostu się zgódź.- wyszeptał nadal klęczący piłkarz, a dziewczyna podeszła do niego i mocno go przytuliła.-To jak? Możemy oficjalnie znów nazywać się małżeństwem?- spytał ponownie.
-Tak, Mario.- wreszcie wydobyła z siebie jakieś słowa.
Za chwilę Götze wstał i otworzył pudełko. Oczom dziewczyny ukazały się obrączki, po upływie chwili pozłacana oznaka miłości Mario, znalazła miejsce na dłoni Laury. A drugą obrączkę z pudełeczka wzięła Laura, umieszczając ją na dłoni swojego męża.
Następnie chłopak złożył soczysty pocałunek na wargach swojej żony.
Ponownie zajęli miejsca przy stole i długo rozmawiali. Około 23.30 ściemniło się, staro- nowe małżeństwo zaczęło odczuwać chłód, ponadto komary dawały się we znaki. Postanowili wrócić do domu. Tak cudownie zakochani szli brzegiem morza beztrosko rozmawiając. Jak wtedy, wtedy kiedy się pobrali, kiedy po raz pierwszy poczuli, że szczęście tej drugiej osoby jest dla nich ważniejsze, niż ich własne. Tak właśnie teraz wyglądali. Cudownie zakochani.
Jak się jednak okazało, to jeszcze nie był koniec niespodzianek. Dziewczyna przekraczając próg domu, po raz kolejny czuła się bardzo wyjątkowo.



 Na podłodze usypana była ścieżka z płatków róż, która gdzieś prowadziła. Laura popatrzyła tylko pytającym wzrokiem na chłopaka, który tylko delikatnie się uśmiechnął. Dziewczyna pociągnęła go za rękę. Szli tą dróżką aż dotarli do łazienki, która połączona była z salonem. Była pięknie udekorowana. W domu było już ciemno, a osoba, która stała za tą niespodzianką, nieźle się na główkowała, wymyślając piękne oświetlenie. Zaraz za dużą wanną, ułożone było serce z lampek, a w środku ustawiono dwa kieliszki z winem. 
-Mario, sam na to wpadłeś?- zapytała dziewczyna ze łzami w oczach.
-Niektóre inspiracje znalazłem w internecie.- uśmiechnął się, wstał i podał jej kieliszek.
-Dziękuję.- opowiedziała.
Usiedli i wypili płyn, rozmawiając. Potem poszli się przebrać, aby skorzystać z pięknie przygotowanej łazienki. Laura udała się pierwsza do sypialni, gdzie znalazła swój strój kąpielowy . Następnie przejrzała się w lusterku, poprawiła włosy i zmyła z siebie makijaż, który spływał jej kilka chwil temu po twarzy, razem z łzami. Kiedy była już gotowa, opuściła pomieszczenie, układając swoje ubrania na półce w szafie. Po niej sypialnię zajął Mario, który zdecydowanie szybciej się przebrał, dołączając do ukochanej. Laura zajęła miejsce, ustrojone płatkami róż, a Mario przyniósł  z kuchni pełne kieliszki z winem, chwilę później zajmując miejsce obok swojej żony. Usiadł obok Laury, przytulając ją do swojego torsu. 
-Laura, jeszcze raz Cię przepraszam za to, że opuściłem tyle chwil naszego małżeństwa.- westchnął Mario.
-Zostawmy to już za sobą, nie wracajmy do tego tematu, proszę.- uśmiechnęła się dziewczyna.
-Jak chcesz, ale pragnę tylko żebyś wiedziała, że bardzo Cię kocham i żałuję tego, że wyjechałem. - odparł.
-Wiem, o tym.- pocałowała chłopaka, popijając łyk wina.
-Choćmy może już spać. Jest późno.- zaproponował po chwili milczenia Mario.
-No dobrze.- przytaknęła, wstając. 
Mario podał jej ręcznik, a dziewczyna owinięta nim, opuściła wannę, udając się do łazienki. Tam wzięła prysznic i oczyściła twarz żelami. Mimo późnej pory postanowiła jeszcze umyć włosy. Opłukała je najpierw ciepłą wodą, a następnie nałożyła na nie płyn. Potem go spłukała powtarzając czynność jeszcze raz. Potem owinęła włosy ręcznikiem, aby ten wchłonął wodę. Po 10 minutach zdjęła ręcznik, wieszając go na grzejniku. Do ręki wzięła suszarkę i wysuszyła włosy. Kiedy jej włosy były przyzwoicie suche, wyszła z łazienki, kierując swoje kroki w stronę sypialni. 
Jak widać, Mario musiał skorzystać z drugiej łazienki, bo leżał już na łóżku przebrany.
-Daruję Ci dzisiaj tylko dlatego, że to nasza noc poślubna numer dwa.- zrobił groźną minę.
-Oj, nie denerwuj się.- położyła się obok niego.- Nie ja Ci się kazałam ze mną żenić- zaśmiała się, na co Mario wybuchnął śmiechem.
-Tak, wiem. Ale zrobiłem to celowo, świadomie, długo się nad tym zastanawiając.- stwierdził.
-Świetnie, zatem nie narzekaj.- Pocałowała go w policzek i przytuliła się do niego.
-Co robimy jutro?- Spytał.
-Przykro mi, ale to ty tutaj jesteś od niespodzianek.- zaśmiała się.
-Dobra, co ty na to, żebyśmy polecieli w kosmos, albo skoczyli na bungee?- zaproponował całkiem poważnie, na co dziewczyna uderzyła ręką w swoje czoło.
-Boże jedyny, za kogo ja wyszłam. A trzeba było posłuchać mamusi i się zastanowić.- pokręciła głową, śmiejąc się.
-Chcesz mi powiedzieć, że to nie była Twoja decyzja?!- zdenerwował się Mario, obejmując dziewczynę tak, aby mu nie uciekła. Po czym zaczął się śmiać.
-Głupi jesteś, prawie zaczęłam się Ciebie bać.- posmutniała.- Dobra, zamawiaj to bungee.- stwierdziła podnosząc ręce w obronnym geście.
-Cel osiągnięty.- "wstał" z dziewczyny, biorąc do ręki telefon.
-Mario!- krzyknęła
-Nie krzycz, bo dzieci obudzisz.- powiedział nie odrywając wzroku od ekranu telefonu, dopiero po chwili oriętując co powiedział.
-Jezuu, Götze, ty jesteś nienormalny, ja się poddaje. Współczuję mamusi, że musiała się aż tak męczyć. Sama wszem i wobec pragnę stwierdzić, że Ciebie dziecioku się wychować nie da. Idę spać.- zaśmiała się, kładąc głowę na poduszce.
-Dobra idź. Rano się policzymy...- "zagroził", odkładając telefon.
-Oj Mario, Mario. Braciom też współczuję. - westchnęła.
-Możesz mnie nie oczerniać? Wcale nie jestem aż takim złym człowiekiem. Ostatnio wysłałem pieniądze dzieciom z Afryki.- "zapłakał".
-I za to Cię kocham- pocałowała go.- Tylko czasem myśl o czym mówisz.- zaśmiała się, układając wygodnie na torsie chłopaka.- Dobranoc.
-Dobranoc, skarbie.



****
... miesiąc bez rozdziału. Taaaak. Az normalnie wstyd. No dobra od czego by tu zacząć. Może tak. Przed ostatni tydzień szkoły to jak możecie sobie wyobrazić, podciąganie ocen ile się da. A teraz ostatni tydzień szkoły coś nie mogłam się ogarnąć. No wybaczcie. Ale dzisiaj, w ten wspaniały dzień, postanowiłam napisać rozdział i oto jestem. Mam nadzieję, że chociaż ktoś jeszcze został i czyta. Pozdrowionka xd





niedziela, 31 maja 2015

20. "Ambitne plany, nie ma co."

*Mario*
Obudziłem się o 9 następnego dnia. Laury nie było już obok mnie, postanowiłem zobaczyć gdzie ona teraz jest. Wstałem z łóżka i swoje kroki skierowałem do kuchni. Tam zastałem dziewczynę.
-Hej- przytuliłem ją od tyłu.- Co tam robisz?- spytałem.
-Chciałam zrobić jakieś śniadanie ale nie bardzo wiem, na co się zdecydować.- powiedziała.
-Zjedzmy sobie po prostu jakieś kanapki. Co Ty na to?- zwróciłem się do dziewczyny.
-W sumie. Po co kombinować, skoro pod ręką jest najprostsze jedzenie.- uśmiechnęła się.
-Widzisz, jednak dobrze, że jest w tym domu ktoś genialny.- stwierdziłem, otwierając lodówkę.
-I zawsze zapominasz dodać, że ten genialny, jest zawsze taki skromny....- zaśmiała się.
-Dobra... Odłóżmy temat mojej genialności na później, bo dzisiaj ciężki dzień.- poczułem na sobie ciężki wzrok dziewczyny.- No co? Trzeba się poopalać, zwiedzić jeszcze trochę miasta, a ponadto wieczorem mam niespodziankę. Przecież mówię, że to ciężki dzień.- starałem się powiedzieć to tak, żeby niczego się nie domyśliła,  a ona zaczęła się śmiać.
-Oj ty głupku.- podeszła do mnie i przytuliła się do mojego nagiego torsu.
Uszykowaliśmy sobie kanapki i usiedliśmy do stołu, a po chwili rozległo się pukanie do drzwi. Poszedłem otworzyć. Był to Filip.
-No cześć. Nudzisz się z babcią?- spytałem młodego.
-Cześć. Hej mamoo.- przywitał się, a  chwilę później siedzieliśmy już we trójkę w salonie.- Pytałeś tato, o powód mojej wizyty. Otóż przyszedłem tylko sprawdzić jak Wam się żyje.- uśmiechnął się.
-Żyje nam się świetnie.- stwierdziła Laura.- A Tobie jak się żyje na Barbadosie?- spytała Laura.
-Hmm... Przeprowadzam się tutaj.- klasnął w dłonie.
-Taak, pewnie synku. Rzuć szkołę, znajdź sobie żonę na Barbadosie i przeprowadź się tutaj. Ambitne plany. Nie ma co.- zaśmiała się Laura.

*Laura*
2godziny później wybraliśmy się na plażę. Skoro jest ciepło trzeba z tego korzystać. Wzięłam ze sobą duży koc i okulary. Do domu mamy bardzo blisko, także w razie potrzeby wszystko będzie pod ręką. Na plaży położyłam koc, posmarowałam się kremem do opalania i ułożyłam się wygodnie . Postanowiłam trochę się poopalać. Mario poszedł popływać tak więc zostałam sama. Na plaży nie było prawie nikogo. Leżałam sobie i starałam się nie zaprzątać sobie głowy nie potrzebnymi sprawami. Po jakiś 15 minutach leżenia na plecach, odwróciłam się tak, żeby odpalić teraz plecy. Nie Leżałam zbyt długo kiedy nade mną pojawił się Mario.
-Zabieraj te łapy!! Zimno- Krzyknęłam.
-Ja też Cię tak mocno kocham. Tak mocno, że aż sobie nie wyobraszasz. Choć idziemy się kąpać.- zarządził.
-Nie. Za zimno jest.- powiedziałam kładąc się spowrotem.
-Nie ma, że nie.- wziął mnie na ręce, niosąc w stronę wody.
-Mario. Stop!! Nie ucieknę, obiecuję tylko mnie postaw. Proszę!- chciałam pójść na kompromis.
-Nienawidzę w sobie tego, że zawsze Ci ulegnę.- stwierdził stawiając mnie na ziemię.
Powoli zanurzałam swoje stopy w wodzie. Jej temperatura zbyt wysoka na pewno nie była. Kiedy do niej wychodziłam, czułam dreszcze na całym ciele. Załapałam chłopaka za rękę i chwiejnym krokiem szłam w głąb, starajac się nie nadepnąć na żaden kamień.
-Ale zimnoo.- przeszły mnie ciarki.
-Choć tu.- przesunął mnie do siebie, po czym mocno przytulił.- Jak ci będzie bardzo zimno to mów, wtedy wyjdziemy.- uśmiechnął się.
-Zaraz się przyzwyczaję.- uśmiechnęłam się

*Mario. Godzina 19*
-Laura choć już. Zrobiło się już zimno. A poza tym nie zdążysz się przygotować.- pospieszyłem dziewczynę. Cały dzień spędziliśmy na plaży.
-Ale gdzie przygotować?- uniosła jedną brew.
-To jest teraz najmniej istotne.- uśmiechnąłem się.- Po prostu zrób się na bóstwo jak zawsze i będzie cudownie.- pocałowałam dziewczynę w policzek.

*Narracja trzecioosobowa*
Dziewczyna ubrała się w białą lekką sukienkę. Taką w sam raz na lato. Do tego założyła białe sandałki. Ze sobą wzięła torebkę, po czym poprawiła makijaż, rozpuściła włosy.
-Jestem gotowa!- krzyknęła schodząc ale nikgo nie było.- Mario?- zawołała wchodząc do kuchni. Jednak tam też nie zastała bruneta. Na blacie stołu leżała za to mała karteczka .

"Czekam na plaży. Wyjdź z domu i idź na lewo, a następnie prosto. Zobaczysz most. Kocham Cię. Mario" 

-przeczytała. Zastosowała się do wcześniejszych wskazówek podanych przez Götze. Wyszła z domu, skręciła w lewo, następnie szła posto. Ujrzała most, na którym stał ładnie udekorowany stół. Nie daleko dało się zobaczyć postać nie wysokiego mężczyzny, ubranego w garnitur. Dziewczyna rozpoczynała w nim Mario. Chłopak odwrócił się i wyszedł jej na przeciw. Jak na dżentelmena przyszło, zaprowadził ją do stołu i odsunął krzesło.
-Dziękuję. - uśmiechnęła się delikatnie.- Ale cóż to za okazja?- spytała.
-Niedługo się dowiesz.- chłopak nie chciał zdradzić jaką niespodziankę przygotował dla ukochanej. 
Potem zjedli kolację, rozmawiając. Następnie Mario poprosił dziewczynę aby odeszła od stołu. Usiedli na moście. Mario chwycił dłoń Laury i pocałował ją subtelnie. W myślach caly czas próbował się uspokoić. Wreszcie udało mu się wydusić z siebie jakieś słowo. Chłopak wstał, a dziewczyna po chwili zrobiła to samo. Mario ponownie chwycił dłoń Laury.
-Skarbie, nie wiem co chcę Ci powiedzieć...- zaczął.
-Nie denerwuj się.- uspokoiła go.- Mów co Ci leży na sercu.- uśmiechnęła się serdecznie. Jakby tym uśmiechem chciała pomóc chłopakowi.
-No ok... Bardzo mi na Tobie zależy. I dobrze o tym wiesz. Na każdym kroku przekonuję się, że jesteś cudowna. Ale wiem też ile straciłem w twoich oczach przez ten głupi wyjazd. Ale cóż się dziwić. Wiesz dobrze, że jesteś dla mnie najlepszym co mnie przez te wszystkie lata życia spotkało. I nadal planuję przyszłość z Tobą w roli głównej.- na twarzy dziewczyny pojawiły się łzy, które starła ręką z policzków.

http://33.media.tumblr.com/3901979d38095d62637a7e0221e5a278/tumblr_mtw9k7gOeQ1swnuuzo1_500.gif
-Więc.. czy zostaniesz moją żoną... znowu?- uklęknął przed ukochaną, wyciągając z kieszeni małe czerwone pudełeczko w kształcie serca...



****
tadaam. Jakością nie powala. Tak wiem. Dobrze wiem też, że zawalam na obu blogach, ale wybaczcie nie mam czasu ani na pisanie, ani na komentowanie waszych wypocin. Obiecuję, że nadrobię wszystko. Buziaki :*




wtorek, 26 maja 2015

19. "Moje serduszko bardzo mocno Cię kocha"

*Laura*
-A zatem słuchamy Cię Mario. Cóż to za niespodzianka?- zapytałam
-Pakujemy się i wyjeżdżamy na wakacje!- oznajmił, na co Filip się uśmiechnął. Było to dziwne uczucie jak dla mnie. Bardziej spodziewałam się, że zacznie krzyczeć ze szczęścia, czy coś. Podejrzany ten uśmiech...
-Ale jak? Przecież za tydzień zaczyna się szkoła. Filip musi się przygotować. Dlaczego nie skonsultowałeś tego zamiaru ze mną?- zapytałam poddenerwowana.
-Skarbie, ale jak mogę konsultować z Tobą niespodziankę dla Ciebie?- spytał słodko się uśmiechając.
-Dla mnie?- wytrzeszczyłam oczy.
-No a dla kogo?- wtrącił Filip.
-I ty Filip wiedziałeś o wszystkim?- zdziwiłam się na co on przytaknął głowa.
-No to rodzinka. Plan na najbliższy czas. Ja zmywam, wy się pakujecie. Potem zgarniemy moje rzeczy z hotelu i wyjeżdżamy.- oznajmił, po czym wszyscy wstaliśmy od stołu.
-Dowiem się chociaż dokąd jedziemy?- przytuliłam chłopaka.
-Nie ma mowy. -przejechał mi palcem po ustach, a następnie mnie pocałował.- Biegnij się pakować. Mamy mało czasu.- oznajmił.
Skoro mamy mało czasu to postanowiłam się faktycznie pospieszyć. Rzuciłam walizkę na łóżko i zaczęłam pakowanie swoich rzeczy. Chyba jednak trwało to zbyt długo, bo po jakimś czasie zobaczyłam Mario opierającego się o futrynę drzwi.
-Wspominałem, że mamy mało czasu?- uśmiechnął się.
-Nie pamiętam.- udałam poważną i pakowałam dalej.
-Dobra, z czym pomóc?- spytał a ja pokazałam na łazienkę.
-Możesz zapakować kosmetyki. -powiedziałam.
-Mamo, Tato, ja już się spakowałem.- w pokoju pojawił się Filip ze swoją walizką.
-Pretensje do mamy. Normalnie byśmy już byli na lotnisku.- wydarł się z łazienki Mario.
-To na drugi raz, powiedz wcześniej, a zacznę się pakować tydzień przed wyjazdem.- przedrzeźniałam go.
-Dobra. Nie gadaj tylko pakuj.- podał mi kosmetyczkę, którą jako ostatnią ułożyłam w walizce.
-Gotowe. Możemy jechać.- wyszczerzyłam się.
-Chodźcie. Taksówka już czeka.- Mario wyjrzał przez okno.
Chwilę potem siedzieliśmy w taksówce i czekaliśmy na Mario, który udał się do hotelu, w celu zabrania swoich rzeczy. Skorzystałam z okazji i napisałam sms:
~"Jak tam Ci idzie? :)"
~"Świetnie. Na pewno lepiej niż Tobie :D a co już się stęskniłaś?^^" - kiedy to przeczytałam uśmiechnęłam się jak idiotka do telefonu.
~"Może tak, może nie. W każdym razie pragnę Ci przypomnieć, żebyś się wymeldował z hotelu. Bo po powrocie wracasz do mnie ♥"
~"Zastanowię się ♥" -dostałam odpowiedź.
~"Spadaaaj ♥"
~"Ok ♥"
Po kilku minutach Götze znalazł się już w taksówce, którą dojechaliśmy na lotnisko. Udaliśmy się na odprawę, która przebiegła bez większych opóźnień, czyli równo o 16 zajęliśmy swoje miejsca w samolocie. Ja siedziałam z Mario, a Filip obok.
-Powiesz mi wreszcie dokąd lecimy.- poprosiłam chłopaka przytulając się do niego.
-Niezłe masz patenty jak mnie podejść, skarbie.- pocałował mnie.- Jednak nic z tego. Dowiesz się dopiero na miejscu.-Uśmiechnął się tuląc mnie do siebie.
Reszta drogi zleciała nam dosyć szybko. Wieczorem byliśmy. Mario nadal milczał, więc nie mogłam określić położenia w jakim się znajdujemy.
-Mario....
-Nie. Zamknijcie oczy i chodźcie za mną.- chwycił mnie i Filipa za rękę i prowadził nas gdzieś w bliżej nie określone miejsce. Byłam już u granic wytrzymałości, kiedy Mario powiedział, że możemy otworzyć oczy. Ukazał nam się piękny egzotyczny domek.
-Jej Mario. Ty to masz gust. Już drugi raz wybierasz to co mnie najbardziej zachwyca.-Przytuliłam go z całych sił.
-Bardzo się staram...- wyznał.
-Doceniam to. Ale wiesz, że Ci już wybaczyłam?- szepnęłam mu na ucho.
-Tak wiem. Ale zbyt długo mnie nie było, żebym jednym słowem wszystko załatwić.- pocałował mnie.
-Halo. Ludzie, możemy obejrzeć dom?- zaśmiał się najmłodszy Götze.
Odsunęłem się od Mario, po czym chłopak wziął większość walizek i otworzył drzwi. Za progiem czekała mnie jeszcze jedna niespodzianka.
-Dzień dobry!- radośnie powitała nas mama Mario. W tym momencie nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać.
-Babcia?!- zdziwił się Filip.
-Dzień dobry?- powiedziałam nie pewnie.
-Lauro, ja chciałabym Cię przeprosić, że tak Cię potraktowałam, ale mój syn twierdził, że tak będzie dla Was lepiej. Teraz wiem, że wcale nie było lepiej. Przepraszam.- powiedziała.
-No dobrze, ale co Pani tu robi?- spytałam nie mniej zdziwiona.
-Po pierwsze, mama. Cały czas jesteśmy rodziną, czyż nie? A przyjechałam tutaj zająć się Filipem. Straciłam za dużo czasu, żeby poznać się z wnukiem. A Wy będziecie mieli czas dla siebie.- uśmiechnęła się, a ja wzruszyłam ramionami.
-Filip? Będziesz chciał iść z babcią?- zwróciłam się do syna.- Wiesz, że zawsze możesz do nas przyjść.- powiedziałam.
-Chętnie się poznamy.- wyszczerzył się.
-Dobrze choćmy. Nasz domek jest niedaleko.- wskazała na drzwi pani Götze. A właściwe... mama.
-Mamo? Dziękuję.- uśmiechnął się Mario.
Chwilę później Filip ze swoją babcią opuścili nasz tymczasowy dom. Zostaliśmy sami, nie bardzo wiedząc, za co się zabrać.
-To co, rozpakujemy się?- zwróciłam się do chłopaka, który w tym momencie zajmował kanapę.
-Teraz idziemy zwiedzić Barbados.- uśmiechnął się Götze, łapiąc mnie za rękę.
-Poczekaj, przebiorę się.- zatrzymałam go.
-Jezu. Dziewczyno. Przecież ty nie masz się tu nikomu podobać. Mi się podobasz i na tym zakończymy ten temat.- przeżywał.
-Ale Marioo. To jest niewygodne.- zajęczałam.
-No dobrze, więc ja Ci pomogę, bo sama sobie nie poradzisz w godzinę, a zaraz będzie ciemno.- Powiedział i kazał mi iść do łazienki. Po chwili otrzymałam sukienkę oraz dezodorant i szczotkę do włosów.
-Serio?- przewróciłam oczami.
-Daleeej nie mamy czasu...- wyszczerzył się.
-A ty nie masz serca.- zasmuciłam się.
-Jeszcze Ci udowodnię i to na tym  wyjeździe, że moje serduszko bardzo mocno Cię kocha.- puścił mi oczko.
Postanowiłam nie sprzeczać się z chłopakiem tylko ubrałam się szybko. Nie miałam nawet czym poprawić makijażu, także wyglądałaby jak upiór.
-Dzisiaj Halloween?- powiedziałam głośno wychodząc z łazienki i stając przed lustrem w salonie.
-Spokojnie, tutaj nie znają tego święta.- zaczął się śmiać, w efekcie czego oberwał w głowę.
-Wiesz co? Radzę Ci się zamknąć. Jeszcze jedno słowo i nigdzie z Tobą nie wychodzę.- westchnęłam poważnie.
-Już się tak nie złość, kochanie.- pocałował mnie, po czym opuściliśmy mieszkanie.
Przeszliśmy się wzdłuż morza Karaibskiego. Było tak czyste i piękne, że od razu miałam ochotę na pływanie. Jednak odłożyłam ten plan na jutro, ze względu na późną porę. Muszę stwierdzić, że jest tutaj wspaniale. Lubię takie miejsca. Takie.. egzotyczne. Piękne, czyste morze, a kilka metrów od brzegu palmy i domy. Czyli raj na ziemi jeszcze istnieje- pomyślałam kiedy wracaliśmy.
Dochodziła już godzina 23, a my w najlepsze spacerowaliśmy po plaży. Było tak wspaniale, że aż nie chciało się wracać. Ale po woli robiło się zimno, więc znaleźliśmy się w domu.
-I jak podobało się?- spytal Götze, przyciągając mnie do siebie.
-Yhym.- przytaknęłam, wtulając się w chłopaka.
-Choć, położymy się. Dosyć wrażeń na dziś. Trzeba zebrać energię na jutro.- uśmiechnął się.
-Masz jeszcze jakieś plany na resztę dni?-zdziwiłam się.
-Nie tylko plany, ale także niespodzianki. Jednak nie próbuj mnie podejść w żaden sposób, gdyż i tak nic się nie dowiesz.- Pocałował mnie w nos.
-Mówiłam Ci już, że nie masz serduszka?- spytałam poważnie, ale zaraz zaczęłam się śmiać.
-Coś sobie przypominam. Ale tak jak już mówiłem, udowodnię Ci, że mam serduszko, już nie długo.- Wpatrywał mi się w oczy.
-No dobrze. Zatem czekam.- pocałowałam go.
-Dobranoc skarbie.-Uśmiechnął się przegrywając nas kocem, po czym wyłączył lampkę.
-Dobranoc.- przytuliłam się do niego i zasnęłam.



****
Z wyborem postaci głównej do II bloga mi zbytnio nie pomogłyście, więc wybrałam sama.
http://daleko-a-jednak-tak-blisko.blogspot.com/ wbijajcie :D nie długo będzie 1 rozdział. pozdrowionka /Borussen09





piątek, 22 maja 2015

18. "Poradzimy sobie. Ze wszystkim. Byle razem..."

*Mario*
Dziewczyna wybiegła ze szpitala a ja nie wiedziałem co zrobić. Czy iść do lekarza czy biec za Laurą. Po drodze spotkałem lekarza. Powiedział mi tylko, że Laura mi na pewno wszystko powie i że wszystkie inne wykonane badania nie wykazały żadnych komplikacji. Zapewne powiedziałby mi więcej, ale postanowiłem poszukać Laury. W takim stanie różne głupoty przychodzą człowiekowi do głowy... Wsiadłem do samochodu i jechałem w stronę domu, sprawdzając czy nie ma jej gdzieś na ulicy. Kiedy byłem już pod domem, szybko pobiegłem do środka już z wejścia wołając brązowooką. Nikt nie odpowiadał, jednak postanowiłem sprawdzić jeszcze w każdym pomieszczeniu z osobna. Już powoli zaczynałem zastanawiać się gdzie w razie czego jej szukać, kiedy zajrzałem jeszcze do sypialni. Była tam ! Siedziała po turecku na łóżku z chusteczką w dłoni. Płakała.
-Laura...
-Mario wyjdź.- Rozkazała.
-Nigdzie się nie wybieram.- powiedziałem siadając obok niej.-Co się stało? Co oni Ci tam powiedzieli?- Nic nie odpowiedziała.- Laura, przecież wiesz, że możesz mi o wszystkim powiedzieć.- zapewniłem.- Więc jak? Powiesz?
-Wszystko jest w porządku. Tak lekarz powiedział.- wzruszyła ramionami nie podnosząc wzroku z podłogi.
-Gdyby wszystko było w porządku, nie płakałabyś.- przejrzałem ją. Ukrywała coś przede mną. Chciałem dowiedzieć się o co chodzi.
-W sumie i tak mi już wszystko jedno.- powiedziała, a po jej policzku spłynęła łza. Złapałem ją za rękę, po czym splotłem nasze palce. -Już nigdy nie zajdę w ciążę- wydusiła z siebie i się rozpłakała. Przytuliłem ją mocno do siebie.- A teraz możesz odejść. Miliony modelek czekają.
-Co?- zdziwiłem się- Czyli myślałaś, że jak się dowiem, to Cię zostawię?- zaśmiałem się.
-A nie będzie tak?- zapytała nadal płacząc.
-Nigdy Cię nie zostawię. Jak sie kocha to bez granic. Gdybym Cię teraz zostawił, zachowałbym się jak dupek.- wyjaśniłem.- Poradzimy sobie. Ze wszystkim. Byle razem...- pocałowałam ją w czubek głowy, po czym uścisnęła mnie mocniej.

-Jestem do niczego. Znajdź sobie kogoś innego. Nie dam Ci już dziecka!- krzyknęła.
-Dałaś mi już cudownego synka i ogrom wspaniałych chwil. Czy to nie wystarczy?- zapytałem.
-O Jezu.. Filip przyszedł.- zmieniła temat.- On nie może mnie tak zobaczyć!- dramatyzowała.
-Siedź tutaj. Zaraz przyjdę.- podszedłem na dół.
Poprosiłem Filipa, żeby skoczył do sklepu. Kiedy przyszedł z moim zakupem, spytał czy może pójść do kolegi na noc. Zgodziłem się. Laura potrzebuje teraz wyjątkowo dużo spokoju.
-Mam coś dla Ciebie.- uśmiechnąłem się wchodząc do sypialni
-Już mi chyba nic nie poprawi humoru.- westchnęła.
-Żelki też nie? Aa trudno. Sam zjem.- zacząłem otwierać paczkę.
-Daaaaaj- chciała mi je zabrać, w efekcie czego wylądowała na mnie.
-Nie dam.- droczyłem się.
-Co mogę zrobić, abyś oddał mi moje żelki?- zapytała zadowolona nadal leżąc na mnie.
-No nie wiem, nie wiem....
-To ja zwykle się droczę.- zrobiła naburmuszoną minę.
-Buziak wystarczy.- uśmiechnąłem się.
-I może jeszcze frytki do tego?- zaśmiała się.
-Kłóć się dłużej. 2 buziaki.
-Dobra choć tuu- powiedziała poważnie.
-Trochę uczucia!- zwyłem.
Chwilę potem czułem już jej wargi na swoich ustach. Cały czas trzymała mnie za ręce. Potem przesunąłem je niżej, tak aby obejmować dziewczynę w talii. To była magiczna chwila. Nie doświadczyłem tak cudownego pocałunku od 10 lat.
-Dobrze, a więc... mogę żelki?- zrobiła duże oczy. Wstała ze mnie, siadając na mnie okrakiem.
-Zrobiłaś to tylko dla żelek? Aha.- obraziłem się.
-Nie no Marioo- przytuliła mnie.- Nie obrażaj się... Mariooo.- próbowała mnie przekupić.- A jak dostaniesz buziaka?
-Nie bo powiesz, że to za coś- nie dawałem za wygraną.
-No to patrz. Wygrałeś właśnie bezinteresownego buziaka.- Pocałowała mnie.
Potem zaczęliśmy jeść żelki. Cały czas starałem się odciągnąć myśli Laury jak najdalej od rozmowy z lekarzem. Narazie mi się udawało. Zbliżała się już godzina 23. Może to dziwne ale przegadaliśmy prawie cały dzień.
-Będę się zbierał.- oznajmiłem.
-Zostań na noc. Sama będę się bała.- poprosiła.
-No nie wiem.- zastanowiłam się.
-Mario! Patrz błyska się! Boję się burzy.- przeraziła się.
-Skarbie, ty kochasz burzę.-Przypomniałem jej.
-Tak. Ale tylko w dzień, kiedy siedzę na schodach i jest ktoś w domu. W nocy boję się burzy. Chyba, że masz inne plany...
-Żadnych innych ważniejszych od Ciebie. -Uśmiechnąłem się.- Dobra daj mi jakąś pościel, pójdę spać u Filipa.- powiedział.

*Laura*
Cieszę się, że Mario tak się wobec mnie zachował, byłam przekonana, że odejdzie a wtedy będę już miała czarno na białym, czy dobrze postąpiłam poświęcając mu czas.
Jednak zachował się jak mężczyzna, cieszę się, że mogę na niego liczyć.
Właśnie wróciłam do sypialni po orzeźwiającym prysznicu. Mario leżał na łóżku i mi się przyglądał.
-Idziesz się wykąpać?- retoryczne pytanie.. pomyślałam sobie.
-Yhym. - kiwnął głowa, a ja poszłam przenieść mu ręcznik.
Potem położyłam się do łóżka. Trochę bolała mnie głową, więc zamknęłam oczy i nie myślałam zupełnie o niczym. Chwilę później usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi. Otworzyłam oczy, a w drzwiach zobaczyłam piłkarza. Był taki idealny. Stał w samych bokserkach. Do tego ta wyrzeźbiona klata. Piękny widok.
-Przepraszam, nie chciałem Cię obudzić.- powiedział cicho.
-Nie spałam. -uśmiechnęłam się.
Po chwili dostałam buziaka od Götze, który następnie poszedł spać do pokoju Filipa.
Długo nie czekałam, zgasiłam światło i zasnęłam. Obudziłam się w nocy. Spojrzałam na zegarek było około 2. Przewróciłam się na drugą stronę i próbowałem zasnąć, jednak bezskutecznie. Leżałam prawie 30 minut. Nagle zachciało mi się pić. Postanowiłam zejść na dół, zaspokoić pragnienie. Wyszłam z pokoju, zamknęłam za sobą drzwi i udałam się do kuchni. Odparłam się dłońmi o blat przodem do okna i opróżniałam zapełnioną po brzegi szklankę. Na dworze nadal się błyskało, postanowiłam popatrzeć na to wspaniałe zjawisko. W tej chwili porównałam swoje życie do tejże burzy. Nie toczy się ono normalnie. Ciągle pod prąd. Dlaczego ja muszę taka być? Jeszcze teraz... kiedy nie mogę mieć dzieci. Do moich oczu napłynęły łzy. Korzystając z okazji, że nikogo nie ma rozpłakałam się, zastanawiając się nad swoim losem. Czułam się podle. Jestem kompletnym zerem- pomyślałam i napiłam się łyka wody. Pociągnęłam nosem i wytarłam łzy.
-Laura, kochanie nie śpisz?- Mario wszedł do kuchni, przytulając mnie od tyłu.
-Nie mogę.- pociągnęłam nosem.
-Dlaczego płaczesz?- Chyba wyczuł, że coś jest nie tak.
-Po prostu.- odparłam obojętnie.
-Proszę Cię.- upierał się.
-Przecież już wiesz. Jestem do niczego, kompletne zero, kminisz? Nie mogę mieć normalnego życia, tylko ciągle przykre sytuacje. Jestem tym zmęczona, a mimo to dowiaduję się, że nie będę miała dzieci. Co to za kobieta, która nie może mieć dzieci ???- rozpłakałam
-Nawet tak nie myśl! Jesteś wspaniałą kobietą.- próbował mnie uspokoić.
-Nic na to nie wskazuje.- westchnęłam obojętnie.
-To pozwól, że przytoczę Ci pewną historię. Pamiętasz jak przyjechałaś na zgrupowanie kadry poznałaś w Monachium takiego przystojniaka.
-I miał na imię Mario, był bardzo skromny... dalej proszę- przerwałam mu, delikatnie się uśmiechając.
-Czyli wiesz o kogo chodzi.- zaśmiał się.- Pamiętasz, kim wtedy byłem? Zwykłym podrywaczem. Po prostu. Przygoda, Góra na tydzień.. ale potem poznałem Ciebie. Nie możesz mówić, że jesteś nikim. Bo to właśnie ty mnie zmieniłaś. Byłaś tą pierwszą dziewczyną, o której myślałem na poważnie. Jesteś cudowna.- pocałował mnie w skroń.
-Przepraszam, że ciągle musisz tego wysłuchiwać.- spojrzałam na chłopaka, który ciągle mnie przytulał.
-Właśnie dobrze, że mi o tym mówisz. Przynajmniej mogę Cię sprostować.- uśmiechnął się.
-Dziękuję. Bądź przy mnie zawsze.- Wyszeptałam.
-Obiecuję, że będę. - pocałował mnie w czubek głowy. -Bo Cię Kocham księżniczko.- dokończył.- Choć, połóżmy się. Jutro rano Filip wróci od kolegi.- przypomniał.
-Nie zasnę.- Stwierdziłam.
-Ze mną zaśniesz. Pozwól, że wproszę się do twojej sypialni.- powiedział z łobuzerskim uśmiechem.
-Pozwalam.- uśmiechnęłam się i chwyciłam Mario za rękę.
Położyliśmy się w moim łóżku. Götze przytulił mnie do siebie. Teraz nie miałam już problemu, żeby zasnąć. Od razu kiedy zgasiliśmy światło, słysząc równy oddech chłopaka, zamknęłam oczy i odpłynęłam.

*Mario*
Rano około godziny 9 otworzyłem oczy. Kiedy spojrzałem na słodko śpiącą obok mnie dziewczynę, uśmiechnąłem się sam do siebie. Pocałowałem ją delikatnie w skroń, jednak starając się jej nie obudzić. Następnie poszedłem po moje ubrania. Ogarnąłem się w łazience i spojrzałem na telefon. Była tam wiadomość od Filipa:
"Około 10 będę w domu. ~Filip"
Odpisałem mu tylko "Ok" i zszedłem na dół do kuchni. Przygotowałem najprostsze, a za razem nasze ulubione danie. Naleśniki. Kiedy zbliżałem się ku końcowi, w domu zjawił się Filip, w chwilę po tym całusem w policzek przywitała mnie Laura. Nakryłem do stołu, postawiłem na stole śniadanie, po czym zabraliśmy się za jedzenie.
-Mamo? Kiedy tata się do nas wprowadzi?- spytał Filip po chwili ciszy.
-Ciężkie pytania zadajesz młody.- starałem się jakoś wybrnąć z sytuacji, żeby Laura nie musiała nic wymyślać.- Myślę, że jak mama będzie gotowa, sama nam o tym powie.- stwierdziłem.
-I to jest ten moment kiedy uroczyście pragnę ogłosić, w tych jakże sprzyjających okolicznościach, a także dobrze wiejących wiatrach. Gdy przy stole siedzą Filip i Mario Götze oraz moja skromna osoba, pragnę oświadczyć, iż po rozpatrzeniu wszystkich za i przeciw, dochodzę do jasnej konkluzji i ujawniam fakty.... -mówiła stojąc
-Mamo!!
-Laura!! -powiedzieliśmy prawie równo, niecierpliwiąc się.
-Już kończę.- zaśmiała się.- Po rozpatrzeniu wszystkich za i przeciw, dochodzę do jasnej konkluzji i ujawniam fakty, iż Mario Götze może wprowadzić się do tego domu nawet dzisiaj.- uśmiechnęła się, spoglądając na mnie i usiadła.
-Pozwólcie,  iż nie wprowadzę się dzisiaj, z jasnego powodu. Tym jakże istotnym powodem w zaistniałych warunkach, jest pewna niespodzianka....


****
Wymęczyłam ten rozdział szczerze powiem. No ale myślę, że tym rozdziałem uspokoiłam Was trochę i nie będzie aż takich narzekań, że Laura i Mario nie są lub nie mogą być szczęśliwi. :> w każdym razie, nie przewiduję puki co żadnej tragedii. 
Poo drugie, zamierzam prowadzić jeszcze jednego bloga. I pytanie do Was: jeżeli będziecie czytać... to o kim chcecie? W roli głównej ma być: Marco Reus, Erik Durm czy ktoś inny? (Miałam zamiar w roli głownej zrobić Mario, ale 2 blogi o Mario to by było coś nie halo). Wszystko w Waszych rękach. Proszę, żeby każdy odniósł się do tej notki :) Dziękuję! ;)/Borussen 09

niedziela, 17 maja 2015

17. "Bo jak nie my, to kto?"

*Mario*
Następnego dnia umówionej porze udałem się pod dom Laury. Bardzo cieszę się że mi wybaczyła. Chcę jej pokazać, że nadal może mi ufać. Właśnie pojechałem pod dom mojej żony. Wysiadłem z auta i udałem się pod drzwi. Zadzwoniłem, otworzył mi Filip.
-Cześć młody- przybyłem z nim piątkę.- Mama gotowa?
-Cześć, wejdź zaraz powinna zejść, ale chyba trochę źle się czuje.- oznajmił Filip.
-Jest na górze?- spytałem
-Tak.- odpowiedział, a ja poszedłem na górę do sypialni.
Zapukałem w drzwi, jednak nikt nie odpowiadał. Uchyliłem drzwi, robiąc w nich małą szparkę.
-Mogę wejść?- spytałem
-Boshe, Mario... wejdź tak. Chwila, zapomniałam zupełnie o tej kontroli, zaraz się ogarnę- zerwała się z łóżka- Ał..- złapała się za głowę i usiadła na łóżku.
-Co się dzieje-  zapytałem zdenerwowany.
-Mario, ciszej! Błagam.- wyszeptała.
-Co jest?- spytałem niemalże nie słyszalnie, przytulając dziewczynę.
-Boli.. głowa. Każdy głos i światło mnie drażni.- przesunęła się bliżej mnie, kładąc głowę na mojej klatce piersiowej.- Proszę. Nie mów nic- wyszeptała.
Siedzieliśmy w tej pozycji chyba ze 2 godziny. Stwierdziłem, że odpuścimy sobie tą kontrolę, skoro Laura czuje się aż tak źle. Praktycznie nie rozmawialiśmy. Po jakimś czasie dziewczyna zasnęła. Ułożyłem ją na łóżku i przykryłem kocem. Zszedłem na dół, gdzie czekał Filip.
-I jak? Jedziecie?- spytał.
-Nie. Mama źle się czuje. Niech się prześpi, przejdzie jej. -odpowiedziałem- Wychodzisz?- zwróciłem się do Filipa.
-Miałem taki zamiar.. ale skoro i tak zostaniesz... hmm. Ups. Zmiana planów. Gramy w fifę?- gadał jak nakręcony.
-Ej po woli. Nie nadążam odpowiadać na pytania.-zaśmiałem się- Przecież nikt Ci nie zabrania. Idź sobie pograć w piłkę z kolegami.- powiedziałem.
-Kiedy ja wolę grać w fifę Z TOBĄ- podkreślił.
-Skoro tak.- zaśmiałem się- Odpalaj sprzęta.- poszedłem do kuchni bo wodę i szklanki, a Filip w tym czasie włączył telewizję.
Już dawno nie miałem okazji bawić się  aż tak dobrze z synem. Nie miałem okazji, bo zachciało mi się wyjeżdżać. Jest mi trochę głupio, że wróciłem akurat w czasie wypadku, ale cieszę się, że w końcu podjąłem jakąś dobrą decyzję.
Graliśmy w fifę chyba ze 2godziny. Potem zabraliśmy się za szykowanie obiadu. Dzisiaj postawiliśmy na pizzę. Po składniki wyskoczyliśmy do pobliskiego sklepu, a potem zabraliśmy się za właściwą czynność. Śmialiśmy się i wygłupialiśmy, czego skutkiem była mąka na podłodze.
Po skończonej robocie ogarnąłem porządek w kuchni a Filip poszedł w tym czasie do swojego pokoju. Pizzę włożyłem do nagrzanego wcześniej piekarnika, po czym go zamknąłem.
-Mario?- usłyszałem za sobą- zostałeś?- to była Laura.
-Przepraszam, że latam ci po domu, ale martwiłem się o Ciebie i postanowiłem, że zostanę. Potem Filip przyszedł i..
-Dziękuję- przytuliła mnie.-Dziękuję, że zostałeś z Filipem i że się o mnie martwisz.- powiedziała cicho.
-Nawet mi nie dziękuj! To jest mój obowiązek. Filip jest moim synem i jako ojciec powinienem się nim zajmować. A ty jesteś moją żoną, najwspanialszą kobietą na świecie, więc to normalne, że się martwię.- wyznałem.
-Kocham Cię Mario- pocałowała mnie.
-Ja Ciebie też księżniczko- uśmiechnąłem się.
-Ojeeej, jak cudownie i słodko!!- do kuchni wparował Filip.- Wiecie jak bardzo modliłem się, żeby to ujrzeć?- gestykulował.
-Choć tuu- "zaprosiłem" go do zbiorowego przytulaska.
Potem zabraliśmy się za konsumowanie obiadu. Kiedy skończyliśmy, kazałem Laurze i Filipowi odpocząć, a sam zająłem się sprzątaniem. Naczynia włożyłem do zmywarki i wytarłem stół. Potem dołączyłem do Laury, która siedziała przed TV i słuchała muzyki usiadłem obok niej a ona przytuliła się do mnie.
-Jesteś wspaniały- powiedziała.
-Nie jestem wspaniały, tylko próbuje odbudować zaufanie u Ciebie.- powiedziałam obojętnie.
-Jesteś blisko celu.- uśmiechnęła się słodko.
-Dla Ciebie zrobię wszystko- splotłem nasze palce.
Ona położyła moją głowę na swoich kolanach, delikatnie głaszcząc mój policzek.
-Cieszę się, że wróciłeś.- powiedziała.
-Tylko szkoda, że ta późno.- dokończyłem
-Damy radę Mario. Bo jak nie my, to kto?- zaśmiała się.
-Moja ty optymistko. Co ja bym bez Ciebie zrobił.- uśmiechnąłem się wstając z jej kolan.
Wpatrywałem się w jej piękną twarz. Tak to jest ta właściwa dziewczyna, z którą pragnę spędzić resztę. Kocham ją. I ona chyba mnie też, w końcu... wybaczyła mi. A nie każda dziewczyna postąpiłaby tak na jej miejscu.
-Śliczna jesteś.- założyłem jej włosy za ucho a ona się uśmiechnęła. Zbliżyłem swoją twarz do niej i musnąłem jej policzek.- Pójdę już.- powiedziałem wstając z kanapy.
-Ale wiesz, że nie musisz?- uśmiechnęła się ledwo zauważalnie.
-Przyjdę... kiedyś- zaśmiałem się
-Nie kiedyś tylko jutro. Będę tęsknić za Tobą.- wyznała
-Ja za Tobą też kochanie, ale niestety teraz muszę pokutować za grzechy.- posmutniałem.
-Całkiem dobrze Ci idzie.- rozluźniła atmosferę.- Mario.. przecież ja mogłabym Ci pozwolić nawet się wprowadzić... ale zrozum ja nie chcę już cierpieć. I nie chcę też zafundować Filipowi kolejnych przykrych emocji. Nie przewidzę co się wydarzy.- zakończyła swój monolog.
-Ejj spokojnie. Ja wszystko rozumiem. I nie pozwolę Ci cierpieć. Jeżeli nawet będziesz chciała to odejdę. Byle byś była szczęśliwa. Wiesz, że jesteś dla mnie najważniejsza... Jak tylko podejmiesz decyzję, to mnie poinformuj. Będę czekał.- uśmiechnąłem się.
-Nigdy nie będę chciała żebyś odchodził. Ja też mam uczucia. Kocham Cię Mario.- powiedziała. Podszedłem do niej i mocno ją przytuliłem. Nie chciałem, żeby ta chwila się kończyła. Było już ciemno, bo zabawiłem w tym domu prawie cały dzień! Tak wspaniale spędza mi się tutaj czas. A teraz kołysząc się przy świetle księżyca z tą cudowną dziewczyną, rozumiem co to jest miłość.

http://arbuzowymix.blox.pl/resource/tumblr_meqqpuus9j1rtg8jbo1_500.gif
-Czujesz?- spytała po chwili ciszy.
-Co? -spytałem lekko zdezoriętowany.
-Tą magię- uśmiechnęła się patrząc na mnie.
-Skarbie, to tylko miłość...
-Nie Mario. To aż miłość. -powiedziała uśmiechając się słodko. Po chwili Laura poszukała w kieszeni i podała mi klucz.- Trzymaj. Przyda Ci się, kiedy chciałbyś odwiedzić Filipa, a mnie nie będzie w domu- uśmiechnęła się.- Chyba Ci ufam.- zaśmiała się.
-Obiecuję, że nie zawiodę twoich oczekiwań.- zasalutowałem.

*Nastepnego dnia. Laura*
Wczorajszy dzień był wspaniały. Teraz jestem już prawie pewna, że Mario się zmienił. Dałam mu wczoraj klucze do mieszkania, stwierdziłam, że skoro kocha Filipa, będzie chciał się z nim spotykać. A druga sprawa, w ten sposób dowiem się czy rzeczywiście jest uczciwy.
Była godzina chyba 8. Leniwie zerknęłam na zegarek i postanowiłam jeszcze sobie pospać. Dałam sobie minutę. Ale kiedy ponownie spojrzałam na zegarek była już 8:30. Byłam bardzo zmęczona. Postanowiłam się nie męczyć tylko po prostu zamknęłam oczy. Obudziło mnie dopiero pukanie do drzwi godzinę później.
-Proszę!- powiedziałam zaspana.
-Dzień dobry księżniczko.- w drzwiach szczerzył się Mario.
-Mario? Ty tutaj?- wytrzeczyłam oczy.
-Dałaś mi klucze, na specjalne okazje. A ta jest specjalna- zaśmiał się i wszedł do sypialni z tacą, na której znajdowała się jajecznica, herbata, bułka i różyczka w małym wazoniku.
-Boże!- zachwyciłam się- To jest cudowne- uroniłam łzę- Jeszcze nikt się o mnie tak nie troszczył- wyznałam.
-A potem pojawił się cudowny Götze, który zaopiekował się swoją księżniczką jak należy.- chłopak uroczyście oświadczył.
-Zapomniałeś dodać jaki to ten Götze był skromny.- zaśmialiśmy się- Siadaj- wskazałam na miejsce obok mnie.
-Mogę?- spytał lekko zdziwiony.
-Yhymm.- mruknęłam i zabrałam się za konsumowanie śniadania.- Częstuj się- uśmiechnęłam się.
-To jest twoje.- popatrzył na mnie.
-Götze... ale z Ciebie marudny dzieciok. Na prawdę, szczerze współczuję rodzicom...- powiedziałam z wyrzutem- Jak dają to bierz. - zaśmiałam się.
Kiedy skończyliśmy jeść Mario odniósł tacę do kuchni i wrócił do mnie ze szklanką wody. Ponownie zajął miejsce obok mnie na łóżku.
-Ślicznie wyglądasz.- powiedział przyglądając mi się.
-To chyba coś słaby masz gust, skoro podoba Ci się całkowicie nieogarnięta dziewczyna w piżamie i rozczochranych włosach.- stwierdziłam.
-Gust to ja mam najlepszy w mieście. I tak samo piękna żonę.- pocałował mnie w czubek nosa. To było słodkie *-*
-Głupek jesteś- przytuliłam go.
-Yhym. Wiem o tym. Ciągle mi przypominasz- przypomniał.
-Tak jak ty mi, że jestem piękna?- zapytałam śmiejąc się z jego zakłopotanej miny.
-Ja częściej ci mówię, że jesteś piękna- ukazał rządek białych zębów.
-W takim razie. Polecam to zamienić, głupku.- teraz to ja się wyszczerzyłam.
-Wiesz co... pociąga mnie w tobie chyba najbardziej to, kiedy się ze mną droczysz.- zrobił łobuzerską minę mierząc moje ciało wzrokiem.
-A ty mi się podobasz kiedy udajesz, że jesteś mądry.- zaczęłam się śmiać.- Bo tak bardzo ci to nie wychodzi- śmiałam się dalej.
-Wiesz ty co...- zasmutał.
-No ale to jest wtedy takie słodkie. I wiesz co jeszcze?- zapytałam
-No co?
-Kiedy traktujesz mnie jakbym była  najważniejsza, jedyna na świecie.- mówiłam nie patrząc na niego- Taka wyjątkowa.
-Bo taka jesteś kochanie.- uniósł mój podbródek tak, żeby zajrzeć mi w oczy i stało się... Musnął moje wargi swoimi. To byla magiczna chwila, która mogłaby trwać wiecznie.
-Teraz mi wierzysz, że jesteś najważniejsza na świecie?- spytał uśmiechając się delikatnie, a ja skinęłam lekko głową, promiennie się uśmiechając.

*Miesiąc później. Laura*
Dzisiaj mija miesiąc od wypadku. Czyli czas na kontrolę. Po wypadku odpuściłam sobie tą pierwszą, z powodu złego samopoczucia, ale teraz muszę iść, żeby upewnić się czy z moim zdrowiem wszystko w porządku. Oczywiście przy mnie nie może zabraknąć Mario, który troszczy się o mnie jakbym była małym dzieckiem. Bardzo to doceniam. Tak więc dzisiaj na kontroli zjawimy się razem. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 10.30 czyli za półtorej godziny muszę być już w szpitalu. Postanowiłam zacząć się ogarniać. Nie dane było mi się przebrać, zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. Był to Mario.
-Mamy półtorej godziny, aż tak ci się nudziło? Nie zdążyłam się przebrać.- Ubolewałam.
-Cóż za powitanie.- cmoknął mnie w policzek, po czym udał się do sypialni.
-Chciałabym się przebrać.- poinformowałam.
-Nie przeszkadzaj sobie.- powiedział rzucając się na łóżko.
Stwierdziłam, że nie warto się z nim sprzeczać więc zaczęłam się przebierać. Oczywiście problem był ten sam. NIE MAM W CO SIĘ UBRAĆ! Najpierw pozbyłam się spodni i koszulki, w którą byłam ubrana. Stałam w bieliźnie przed szafą.
-Mm... boska...
-Mario...
-Aaawww nogi*-*
-Mario.
-Ło luju jaki brzuch!!!
-Mario!- wkurzyłam się. 
-Przepraszam. Ale w sumie czego się dziwisz... Nie trzeba było być taką ślicznotką to bym się nie zachwycał.- wygłosił.
-Pretensje do Pana Boga.- podniosłam ręce w obronnym geście śmiejąc się.

*Mario*
Po godznie znaleźliśmy się pod szpitalem. Mieliśmy jeszcze 30minut, więc nie spiesząc się zaparkowałem Auto. Potem wysiedliśmy i udaliśmy się w stronę szpitala. Kiedy nadeszła kolejka Laury, dziewczyna weszła do gabinetu, a ja zostałem na zewnątrz. Nerwowo bawiłem się palcami, jakbym miał przeczucia, że coś się jednak stanie nie daj Boże i pojawi jakaś choroba, trudna do wyleczenia.. Jednak w głębi serca mam nadzieję, że wszystko będzie w porzadku.
Wizyta trwała już z godzinę, a ja coraz bardziej się denerwowałem. Po chwili drzwi się otworzyły. Podskoczyłem i pobiegłem w stronę gabinetu. Nie zdarzyłam wykonać więcej żadnej czynności kiedy zauważyłem jak zapłakana Laura wybiega z sali, opuszczając następnie szpital.
-Laura!- krzyknąłem.
-Zostawcie mnie wszyscy!- usłyszałem tylko głośny płacz połączony z krzykiem...


****
DŁuższy dzisiaj, bo był czas und pomysł. Dobra nie rozpisuję się, tylko jeszcze taka informacja. Została założona zakładka SPAM . Na tej zakładce znajdziecie info xd bayyy







piątek, 15 maja 2015

16. "Cause trying not to love you, only goes so far"

.. otworzyłam drzwi. Stał w nich nikt inny jak tylko Götze, we własnej osobie.
-Cześć- powiedziałam nie pewnie
-Hej. Proszę, to dla Ciebie- wręczył mi piękny bukiet kwiatów.
-Jeśli myślisz o przekupstwie kwiatami, to grubo się mylisz- powiedziałam bez emocji po czym poszłam do kuchni wstawić kwiaty do wazonu i zaprosiłam chłopaka do środka.
-Przyszedłem pogadać. A kwiaty.. poprostu wiem, że takie lubisz- uśmiechnął się.
-Napijesz się czegoś?- zapytałam, unikając jakiegokolwiek kontaktu wzrokowego z mężczyzną.
-Laura.- złapał mnie za rękę- Popatrz na mnie- niepewnie podniosłam wzrok- Kiedyś ta rozmowa musi nadejść. A ja już nie chcę Cię dłużej okłamywać- wyznał.
Wyrwałam nerwowo swoją rękę z jego uścisku.
-Nie, bo w sumie po co się wysilasz? Wyjedź sobie do Paryża i wróć tak za 10lat i twierdź, że musiałeś odpocząć. Albo nie! Już wiem. Patrz. Przeszło mi, wprowadź się do mnie jeszcze dzisiaj, stwórzymy szczęśliwa rodzinkę. Adoptujmy córeczkę, bo chłopca już mamy. Zasadźmy drzewko, albo najlepiej cały las. I nie waż się zapomnieć o piesku! Co by tam jeszcze, zróbmy sobie ogródeczek, zasiejemy kwiatki i będzie jak dawniej. NIE MARIO! KU*WA DOCIERA DO CIEBIE, ŻE JUŻ NIGDY NIE BĘDZIE JAK DAWNIEJ?! MYŚLISZ, ŻE JAK WRÓCIŁEŚ TO RZUCĘ CI SIĘ NA SZYJĘ I POWIEM: "TĘSKNIŁAM KOCHANIE" ?! Bardzo mi przykro. Spieprzyłeś idealnie. Wiesz co? Nikt by tego lepiej nie zrobił!- wykrzyczałam mu prosto w twarz i pobiegłem do sypialni na górze, zostawiając go w kuchni.
Zamknęłam się w swoim pokoju, usiadłam na podłodze.
 https://38.media.tumblr.com/aceb41efba4c8212b79927a9c9125855/tumblr_n7a2zqpNW11texgvco1_500.gif
 Oparłam się plecami o ścianę i płakałam.
Nie wiem, czy dobrze zrobiłam krzycząc tak na niego, ale co ja poradzę, wychodzę z założenia, że lepsza jest najgorsza prawda, od  najlepszego wymyślonego kłamstwa. Zastanawiałam się dlaczego się tak zachowałem. Przez tą drugą utratę przytomności, wszystko mi się pomieszało, sama już nie wiem co o tym myśleć. Cały czas jestem wściekła na Mario. Czuję się upokorzona. Zniszczona do granic możliwości. Zrównana z ziemią. Nie rozumiem jak można porzucić coś, co się kocha. Nie da się! Właśnie! Więc wytłumaczenie jest proste. Nie kocha.
Zaczęłam płakać. Nie mogłam nic z tego zrozumieć. Siedziałam na podłodze przy otwartym na oścież oknie. Strasznie wiało, powoli zaczęłam odczuwać chłód. Ale teraz było mi już wszystko jedno. Czy umrę czy będę żyć. Po chwili w pokoju rozległo się pukanie do drzwi. To był Götze. Spytał o pozwolenie wejścia do mojej sypialni, nie uzyskał odpowiedzi. Drzwi się otworzyły.
-Laura, proszę Cię. Daj mi wszystko wyjaśnić.- powiedział zajmując miejsce na podłodze obok mnie.
-Może nie potrzebnie się uniosłam, nie wiem. Jeżeli Cię zraniłam to przepraszam. To wszystko co mam Ci do powiedzenia.- Odpowiedziałam oschle, patrząc w drugą stronę.
-Jeśli ktoś tu kogoś zranił, to ja Ciebie. I to ja powinienem Cię przeprosić. Nie wiem co mam Ci jeszcze powiedzieć. Nie będę zmyślać. Zachowałem się jak dupek o czym już dobrze wiesz. Ale przemyślałem to, wiem, że postąpiłem źle. Ale proszę wybacz mi! Laura ja Cię nadał bardzo kocham. Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie.- wyznał
-Jakbyś kochał to byś nie wyjeżdżał- stwierdziłam nie odrywając wzroku z kąta szafy
-Kochałem, wiec chciałem chronić...
-... albo poprostu byłeś zmęczony i postanowiłeś sobie odpocząć.- przerwałam
-Wiesz co?! Nigdy tak nie pomyślałem. Cały czas chciałem do Ciebie wrócić. Oglądałem każdy twój mecz i kibicowałem Ci całym sercem. Możesz spytać mojej mamy, jak siedziałem całymi dniami i oglądałem nasze wspólne zdjęcia. Zresztą... Poczekaj. Mam coś dla Ciebie. Chcę żebyś to widziała.- przyniósł laptopa opierając go na swoich kolanach
Wyświetlił film. Najpierw było jego zdjęcie i przypis: "Cause trying not to love you, only goes so far", co znaczy: "Bo starając się Ciebie nie kochać, tylko bardziej się pogrążam". Potem było moje zdjęcie. A pod nim przypis "I love you". Następnie na ekranie pojawiały się zdjęcia. Moje i Mario. Te wszystkie wspólne, najpiękniejsze. Nie wytrzymałam. Zaczęłam cicho szlochać, starałam się robić to tak, żeby Mario nie zauważył. Kiedyś nie bałam się ukazywać przed nim emocji. No cóż. Z każdą chwilą coraz trudniej mi było tłumić w sobie płacz. Mario podglądał na mnie co chwilę. W pewnym momencie zatrzymał film i spytał czy wszystko w porządku. Kazałam mu aby włączył film. Leciały kolejne zdjęcia, a w tym najpiękniejsze. Moje ulubione. Zawsze kiedy widzę to zdjęcie, to płacze. Ono właśnie najbardziej przypominało mi o Mario. Było na pierwszej stronie w albumie, który dość często przez ostatni czas oglądałam. To właśnie, jedno zdjęcie, wywołało we mnie tyle emocji, ile upragniona zabawka w ręku małego dziecka.
Podkurczyłam nogi pod siebie, a twarz położyłam na kolanach. Nie mogłam dłużej patrzeć. Na ten film. Był za bardzo wzruszający. Płakałam.
Chwilę później poczułam dotyk Mario na moim ciele. Postanowiłam choć tym razem mu się nie opierać i przytuliłam się do torsu chłopaka. On ucałował mnie w czubek głowy. Czułam jak biło mu serce. To było cudowne uczucie. Usłyszeć to serce, które myślałam, że się zatrzymało...
Na szczęście, już żadne zdjęcie nie wywołało we mnie tak silnych doznań, jak tamto.
-Podobało Ci się?- zapytał po chwili ciszy Mario. Czułam w jego głosie niepewność.
-Tak.- Odpowiedziałam
-Bo widzisz... ja nie chcę zaprzepaścić tych cudownych wspomnień. Chcę być jeszcze szczęśliwy.. ale mogę kochać tylko Ciebie- wyznał.
-Mario, mogę spróbować Ci wybaczyć, ale nie zapomnę o tym. Takie sytuacje zostają w pamięci nieraz na bardzo długo- wytłumaczyłam
-Naprawdę mogłabyś spróbować mi wybaczyć?!- ucieszył się
-Tym filmikiem podbiłeś mi serce. Za dobrze mnie znasz.- zaśmiałam się, pociągając nosem.
-No chyba nie aż tak dobrze. Nie wyobrażałem sobie, że w ogóle kiedyś mi wybaczysz.- wyznał.
-I tak bym Ci wybaczyła. Chciałam tylko sprawdzić, jak zareagujesz- wzruszyłam ramionami
-Serio?- spytał z wyrzutem
-Co?- zdziwiłam się
-Kocham Cię- pocałował mnie w policzek
-Ja Ciebie też- odwzajemniłam pocałunek.
Po chwili zeszliśmy na dół. Postanowiliśmy, że przygotujemy coś do jedzenia. Zaraz Filip powinien przyjść ze szkoły, więc zabraliśmy się za przygotowanie naleśników. Mój syn szalał za tym daniem, tak jak Mario.
-No nie mów mi, że naleśniki?!- krzyknął uradowany Mario, wychodząc z toalety.
-Jak widzisz, oraz czujesz robię Ci twoje ulubione naleśniki- zaśmiałam się.
-Bardzoo Cię Kocham- przytulił mnie od tyłu.
-Mariooo... zaraz Filip przyjdzie, a my nie skończyliśmy obiadu- przypomniałam brunetowi.
-Yhymm- mruknął nie odklejając się ode mnie.- AŁ!- dźgnęłam go widelcem w brzuch.
-Przepraszam- zaczęłam się śmiać, a on zrobił naburmuszoną minę- Już się tak nie gniewaj- pocałowałam go w policzek
-Na Ciebie nigdy, maleńka-  przytulił mnie.
Za 20 minut w domu zjawił się najmłodszy Götze. Zdjął buty i wszedł do salonu.
-Tata?!??!!- rzucił mu się w ramiona.
-Cześć Filip- Mario podniósł go i mocno przytulił
-Jaki cudowny widok. Ojciec z synem- zaśmiałam się
-Mamuś, hej- pocałował mnie w policzek.
Chwilę później zjedliśmy obiad. Potem pozmywałam naczynia, a Mario z Filipem siedzieli w salonie i grali w FIFĘ. Kiedy ogarnęłam kuchnię poszłam do chłopaków. A oni dograli ostatnia rundę.
-Dobra będę się  zbierał- wstał Mario
-Tatoo, nie jeszcze. Mamo powiedz mu coś- zawył Filip
-Skoro tata ma coś do załatwienia, to nie będziemy go siłą zatrzymywać. Na pewno niedługo tata przyjedzie.- uśmiechnęłam się
-Tak. Myślę, że będę tu częstym gościem. Ale teraz już pójdę.- pożegnał się z młodym a ja go odprowadziłam.
-Kiedy masz kontrolę u lekarza? -zapytał
-Jutro.- Odpowiedziałam
-Na która?
-12. A czemu pytasz?- zdziwiłam się.
-11:30 jestem, tylko żebyś była gotowa-  uśmiechał się
-Ale przecież sama dam radę- zaśmiałam się
-Yhym. Porostu bądź gotowa. 



****
Cześć. Proszę bardzo, sorky ale mam coraz mniej czasu na pisanie rozdziałów, ale mimo to staram się w kazdej wolnej chwili coś napisać. No to do następnego buźka :*






piątek, 8 maja 2015

15. The Long Goodbye.

..pielęgniarka pokazała im na placach liczbę "5" tyle czasu zostało Laurze, jeżeli miała zamiar żyć. 5..4..3..2..1.. i ...nic? Lekarz przyłożył urządzenie do jej klatki piersiowej. Strzelił. Spojrzał na monitor zawieszony kawałek nad łóżkiem. Pokazywał on jedynie prostą linię. Götze nie mógł na to patrzeć. Usiadł na ławce i zaczął płakać. Filip także stał i patrzył na to jak jego mama umiera. Minęło zaledwie kilka sekund. Gregor wpatrzony był w monitor nad łóżkiem Laury, jakby chciał go zaczarować. 
-Żyje!!!- krzyknął Gregor, na co  Mario i Filip poderwali się z ławki
 https://33.media.tumblr.com/2d5a859d19281d99e607eb8c1618a8b1/tumblr_n0zkteHE7w1sl1m2mo1_500.gif

Na monitorze wyświetliła się linia już nie prosta. Wyświetliła się taka, oznaczająca, że funkcje życiowe powróciły.
Mężczyźni cieszyli się jak dzieci. Najchętniej pobiegliby i przytulili dziewczynę, tak mocno, jak się da.
Po chwili salę zaczęli opuszczać lekarze, którzy zgromadzili się na pomoc lekarzowi prowadzącemu, w środku została tylko pielęgniarka, podłączająca kable, żeby dziewczynie łatwiej się oddychało.
- Udało się- wyszedł z sali prowadzący, nie kryjąc uśmiechu.
-Dziękuję doktorze- uścisnął jego rękę Götze, ocierając łzę.
-Robiłem to, co do mnie należy- uśmiechnął się.
-Czy będzie można do niej wejść?- spytał Filip.
-Musimy ograniczyć kontakty z panią Laurą- wytłumaczył - Prawdopodobnie ta informacja o nieudanej ciąży i wypadek, sprawiły, że za dużo się wydarzyło, a organizm nie ułożył sobie tego.-mówił
-Ale to nie pierwszy raz... z tą ciążą.- próbował pomóc Götze- już raz straciła dziecko. Było nam bardzo z tym ciężko..-wyznał Mario.
-To Pan jest mężem. Aha. A pan kim jest?- zwrócił się do Gregora.
-Przyjacielem. Właściwie.. prawie bratem. Z Laurą traktujemy się jak rodzeństwo- powiedział niepewny.
-Doktorze, obudziła się- z sali wyszła pielęgniarka.
-Dobrze. Jeden z panów może wejść. Ale tylko jeden dzisiaj- powiedział lekarz.
-Mogę ja? Ja muszę mamie coś powiedzieć- zaczął Filip.
-Dobrze. Idź- uśmiechnął się Gregor.
-Tak, najlepiej będzie, jak pójdziesz pierwszy- wyznał Mario.
-Mamo !- krzyknął zadowolony Filip.
-Część synku- przytuliła go z radości
-Jak się czujesz? Lekarze nie kazali żebyś przemęczała. Mogę zostać?- mówił jak nakręcony.
-Dobrze. Trudno. Tak- odpowiedziała na jego pytania śmiejąc się.
-Mamo.. Bo ... nie wiem jak Ci to powiedzieć..- zaczął.
-Prosto z mostu- przykazała- Tylko bez kręcenia- zaśmiała się.
-Tata tu jest- ucieszył się.
-Wiem. Rozmawiałam z nim- powiedziała z zupełnie innymi emocjami, niż przed utratą przytomności drugi raz.
-Ja też z nim rozmawiałem- oznajmił.
-Tak?  Co ci powiedział?- dopytywała dziewczyna.
-Że pewnie się go wstydzę, że mnie kocha i Ciebie też bardzo. I że chce bardzo wszystko naprawić. Bardzo mu na tobie zależy. Kiedy lekarze Cię reanimowali bardzo płakał. Bał się że już Cię nie zobaczy- wyjaśnił.
-Mógł nie wyjeżdżać do Paryża- powiedziała obojętnie.
-Chciałem Ci tylko to przekazać. Ja wiem, że tata źle zrobił, ale uważam, że powinno się dawać ludziom druga szansę jeśli żałują. Brakowało mi taty. Kocham go- przekonywał
-Ja też go kocham...- wyznała- Synku. Zawsze byłam z Tobą szczera, tym razem też będę. Wiesz, że ułożyłam sobie życie z wujkiem Gregorem... nie wiem czy kocham go jak partnera, czy jak członka rodziny. Ale bardzo zawiodłam się na twoim ojcu. I ciężko mi będzie my wybaczyć.- wyjaśniła dziewczyna.
-Rozumiem Cię. I nie będę na nic namawiał. Chcę tylko żebyś była szczęśliwa. Kocham obu tamtych mężczyzn. Tata jest moim ojcem ... a wujek jest kimś bardzo bliskim, świetnie się dogadujemy. Ale mam do Ciebie jedną prośbę, bo wiem, że niedługo będziesz musiała dokonać wyboru.- nerwowo bawił się palcami.
-Co znowu wymyśliłeś?- Laura się zaśmiała.
-Mamo. Nie patrz na mnie, tylko na siebie. Zrób to jeden raz. Jeśli wybierzesz tatę, nie zerwę kontaktów z wujkiem, jeśli wujka nie przestanę spotykać się z tatą. I nie odpowiadaj mi teraz. Przemyśl to sobie na spokojnie. Bo oni będą czekać. Kochają Cię- uśmiechnął się.
-Jej. Jakiego ja mądrego człowieka wychowałam- zaśmiali się.
-Dobrze. Ja już pójdę, bo musisz odpocząć. - oznajmił.
-Filip? Mógłbyś teraz zawołać Gregora i Mario?- dziewczyna chciała mieć już tą rozmowę za sobą.
-Nie- uśmiechnął się- Masz odpoczywać. A po drugie, przemyśl sobie wszystko dokładnie. A nie pochopnie. Pa mamuś- pożegnał się całując Laurę w policzek.
-Powiedz im, żeby się nie martwili i idźcie do domu- uśmiechnęła się.

*2dni później - Laura*
Muszę stwierdzić, że po wypadku czuję się coraz lepiej. Nie licząc psychiki. Cały czas mam przed oczyma Mario i Gregora oraz tą stresującą rozmowę, która muszę odbyć. Nie wiem czy podjęłam decyzję. Szczerze powiedziawszy nie wiem. To trudne. Ale zauważając, że jestem raczej chrześcijańską osobą, nie wypada mi olać przysięgę daną Bogu. Zważając chociażby na ten fakt, powinnam wybrać Mario. Ale tak naprawdę, ostatnie 10 lat zawdzięczam Gregorowi. Myślę, że rozmowa z każdym z osobna, powinna rozwiać moje wątpliwości. Dzisiaj właśnie mam porozmawiać z chłopakami. Zdanie tego najważniejszego (Filipa) już znam. Mimo, że ma dopiero 10 lat, rozumie wszystko i interpretuje jak dorosły człowiek. Cieszę się, że tak dogaduję się z synem.

Około południa dostałam wypis ze szpitala. Przyjechał po mnie Gregor. Stwierdziłam, że najpierw porozmawiam z nim. Czuję, że mam w nim dostateczne oparcie i w razie czego mi pomoże. Przywitaliśmy się całusem, po czym wsiedliśmy do auta chłopaka. Przez całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie ani słowem. Ja cały czas wymyślałam scenariusz rozmowy z chłopakami. 
Więc kiedy tylko znaleźliśmy się w domu poprosiłam Gregora o rozmowę. Chłopak domyslił się o czym chcę rozmawiać.
 -Bądź z nim- usłyszałam.
-Co? - zdziwiłam się.
-Laura, nie chcę Cię ranić czy coś, ale wiem, że równie bardzo Ci na nim zależy. Kochasz go. Ja właściwie traktuję Cię jak siostrę. Wydaje mi się, że chociaż przez wzgląd na wiarę, powinnaś z nim być. -przysłuchiwałam się uważnie słowom bruneta- Ja Cię nigdy nie zostawię, wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć- Gregor zakończył przemowę
 -Tylko, że ja nie wiem, czy chcę z nim być i przede wszystkim, czy dam radę mu zaufać. - wyznałam- Kiedy dwa dni temu się obudziłam, czułam, że Mario jest jakiś zły czy coś. Nie wiem. Czułam do niego niechęć. Jakby ilość problemów przytłoczyła go i postanowił sobie odpocząć 10 lat od rodziny.- powiedziałam zdenerwowana.
-Obaj wiemy, że tak nie jest. On żałuję, bo bardzo Cię kocha. Laura jesteś jego największym skabem. Daj mu szansę- przekonywał mnie
-Najgorszy będzie początek. Jeżeli uda mi się spojrzeć mu w oczy, wszytko pójdzie już łatwo- analizowałam- A co z Tobą ? Przecież tyle zrobiłeś żebyśmy byli razem..
-Cii... Kocham Cię, ale jak siostrzyczkę, skarbie.- przyłożył mi palec do ust.
-Gregor, nie chcę Cię ranić, ale wydaje mi się, że też traktowałam Cię jak członka rodziny. Przepraszam. Wykorzystałam Cię jako pocieszenie.- opuściłam głowę na dół, żeby nie widzieć jego reakcji.
-Spokojnie. Wcale się tak nie czuję. Byłem Ci potrzebny, to Ci pomagałem. Nie ma sprawy mała.- uśmiechnął się- Leć do Mario, porozmawiaj z nim. Potrzebujecie siebie. To widać.- przyznał
-Nie wiem, czy tego chcę.- zastanowiłam się wzdychając.
-Chcesz. Tylko czujesz, że Mario jest zły, a on tylko trochę się pogubił, ale zmienił się. Ja wiem Laura, ja z nim rozmawiałem. Jesteś jego oczkiem w głowie. On naprawdę nie miał nikogo przez te 10 lat. Nie chcę go bronić czy coś, ale gdyby mu nie zależało, to by nie wracał. Może i to jest smutne, ale dopiero ten wypadek, uświadomił mu co zrobił. On Cię kocha.- mówił- Zresztą.. tak samo jak ty jego- uśmiechnął się
-Jesteś pewien?- chciałam się upewnić, wiedziałam, że właśnie Gregor otworzy mi oczy. Zawsze tak było.
-Oczywiście, że tak!!- krzyknął przekonująco- Dobra ja się pakuję i uciekam, bo forma na sezon sama się nie zrobi- zaśmiał się Schlierenzauer wyciągając walizki z szafy
-Będzie mi Ciebie strasznie brakować. Gregor.. dziękuję. Kocham Cię.- podeszłam do bruneta przytulając go.
-Ja Ciebie też.- przyciągnął mnie do siebie, zamykając mnie w swoim uścisku.- Ale uwierz mi, tak będzie lepiej. Zresztą ja nie zrywam Tobą kontaktów. Mam nadzieję, że będziemy jeszcze się spotykać i rozmawiać?- zapytał.
-Tak! Oczywiście. Postaram się dzwonić, jak tylko będę miała czas.- "Odkleiliśmy" się od siebie.
Potem Austriak dokończył pakowanie swoich rzeczy, zjedliśmy ostatni WSPÓLNIE przygotowany obiad. O 16 Schlieri miał mieć samolot. Bardzo chciałam go odprowadzić, jednak nie pozwolił mi na to. Czuję, że znowu się zacznie "gnicie" w domu, z byle jakiego powodu. Więc pożegnaliśmy się. To była jedna z najgorszych chwil w życiu "The Long Goodbye".

Kiedy Gregor wyjechał zabrałam się za sprzątanie. Chwilę potem Filip wyszedł na prace społeczne, które miał wykonywać za próbę zabójstwa Huberta Jasińskiego.  Kiedy ogarnęłam już kuchnię po obiedzie, postanowiłam pójść do sypialni. Włączyłam muzykę i przeglądałam Facebooka. Pisałam chwilę z Sarą. To była jedna z tych rozmów na chwilę, trwająca godzinę. Kiedy zakończyłam konwersację z Müller, odłożyłam laptopa i położyłam się na łóżku. Nie było mi jednak dane zbyt długo poleżeć. Do drzwi zadzwonił dzwonek. Zwlekłam się z łóżka i powolnym krokiem udałam się w kierunku drzwi...



****
1.MMM... BvB 2:0 BSC heheeh ;3 7 miejsce, pniemy się w górę! Oby tak dalej ;) bo liga Europa już coraz, coraz bliżej 
*-*

2.Wszyscy zadowoleni z kropek, przeciwników, średników, dwukropków, wykrzykników, znaków zapytania czy co tam jeszcze jest? -,-
Bye. XO














14. "Boże, nie tak miało być!"- Ostatnia szansa.

I...przytuliłam go mocno, kiedy zauważyłam, że otwierają się drzwi i wchodzi lekarz. Sprawdził tylko jak się czuję, zapytał czy nie jestem zbyt przemęczona. Obaj z Mario się przestraszyliśmy. Baliśmy się, że w drzwiach pojawią się moi najbliżsi.

*Mario*
Tak strasznie się cieszę, że poczyniłem ten ważny krok na przód. Nareszcie Laura zna prawdę i nie muszę jej okłamywać. Jest dla mnie szalenie ważna i zrobię wszystko, żeby mi kiedyś wybaczyła:
-Chyba będę już szedł. Dopiero się obudziłaś i powinnaś odpoczywać. Jest 23, a ja siedzę Ci na głowie- uznałem, że pora wyjść
-Wcale mi to nie przeszkadza. Straciliśmy 10 lat trzeba to nadrobić- uśmiechnęła się
-Obiecuję Ci to. Ale może najpierw dojdź do sobie. Twoje zdrowie jest najważniejsze.- uświadomiłem,
Złapałem dziewczynę za rękę i patrzyliśmy na siebie. Nikt nie wykonywał żadnych ruchów. Nic nie mówiliśmy. Siedzieliśmy w ciszy dość długa chwilę, aż z 23 zrobiła się 23:30. Do sali ponownie wszedł lekarz i oznajmił, że dobrze będzie jeżeli Laura by odpoczęła:
-Mario?- przerwała ciszę między nami
-Tak skarbie?- spytałem
-Przejdziesz jutro?- uszczęśliwiła mnie tym pytaniem. Poczułem, że nie wszystko jeszcze stracone i mam o kogo walczyć-
-Jeżeli tego właśnie chcesz- uśmiechnąłem się
-Pewnie i tak będę się nudzić. Chyba, że nie możesz- powiedziała- Nic na siłę- stwierdziła
-Dzień bez Ciebie jest dniem straconym, a takich za dużo było już w moim życiu- wyznałem całując dłoń mojej ukochanej- Oczywiście, że przyjdę- uśmiechnąłem się
-Dziękuję.-  powiedziała cicho
-Może to za wcześnie na takie pytania...-właściwie nie wiem, czemu teraz chciałem o to zapytać- ale czy... widzisz jeszcze szansę na to, żebyśmy byli szczęśliwi razem?  Tylko my. Jak w dniu ślubu i przed nim?- spytałem niepewnie
-Mario... małżeństwem teoretycznie jesteśmy i dopóki nic tego nie zmieni, na papierze nadal nim będziemy- sprytnie wymigała się od mojego pytania
-A w praktyce?- drążyłem temat
-Muszę to przemyśleć. Mario zostawiłeś mnie na tyle lat! I w momencie kiedy można powiedzieć, że układam życie od nowa, pojawiasz się i mieszasz mi w głowie. Przepraszam, jeżeli Cię uraziłam ale to jest cała prawda na ten temat.- wyznała- Pamiętajmy, że jest jeszcze Gregor, który cały czas kiedy nie było Ciebie, wspierał mnie i mi pomagał. Jest ważna osobą w moim życiu. Nie odpowiem Ci teraz na to pytanie- zakończyła patrząc na mnie
-To ja Cię przepraszam. Nie powinienem Cię o to pytać. Dopiero co wróciłem, a rozwalam Ci życie. Chcę tylko żebyś wiedziała, że będę czekał. Tyle ile będzie trzeba. Poczekam, bo wiem, że mając jedną kobietę w głowie, nie pokocham innej.- powiedziałem -Trzymaj się skarbie. Jutro wpadnę- pocałowałem ją, szepcząc jej do ucha ciche "kocham Cię"

*Narracja trzecioosobowa*
Następny dzień. Rano w odwiedziny do Laury przyszedł Gregor. Chłopak powoli wszedł po schodach mijając lekarzy. Na początku nie zorientował, że całe zamieszanie jest właśnie wokół Laury, i że to drzwi sali numer 117 są nieustannie otwierane i zamykane.
Kiedy się ocknął, że z Laurą musi być coś nie tak, pobiegł do pierwszego lepszego lekarza, który orientował się w temacie. Okazało się, że Laura znowu straciła przytomność, a lekarze musieli robić jej masaż serca, żeby mogła znowu oddychać. Tyle dowiedział się od lekarza, który zawołany przez innego doktora pobiegł do sali 117. Chłopak także udał się pod drzwi tejże sali. Popatrzył przez szybę w drzwiach jak lekarze bez przerwy wykonują masaż serca, a dziewczyna obojętna na próby przywrócenia jej życia nie reaguje. Kiedy lekarz wykonał jej masaż, stojący obok mężczyzna w białym fartuchu przyłożył do ciała dziewczyny urządzenie, które spowodowało, że ta gwałtownie podskoczyła, jednak nie odzyskano u niej oddechu. Lekarze reanimowali poszkodowaną przez około 1,5 godziny.
Na korytarzu cały czas stał zapłakany Schlierezauer. Nie tlił się w nim nawet maleńki promyk nadzieji. Nic. Stracił ją.
Do sali wszedł mężczyzna. Przejął reanimację po poprzedniku, który właśnie bez słownie opuszczał blok:
-Co z nią, doktorze!!?- doskoczył do niego Gregor
-Niech się Pan modli. Ostatnia próba.- powiedział i wyszedł
Młody Austriak wyobrażał już sobie jak zwłoki jego ukochanej zostają przyjęte, po czym wywiezione ze szpitala. ''Boże nie tak miało być! Mieliśmy być szczęśliwi. Mieliśmy mieć dzieci. Mieliśmy.. nie ważne. Boże daj jej szczęście tam w niebie. Zrób chociaż tyle....'' modlił się
Rozpaczy, lęku, strachu i grozy wszędzie było aż zanadto. Po drugiej stronie sali na której leżała reanimowana dziewczyna stał Götze. Obiecał, że przyjedzie. Przyszedł. Zastał ją? Tak. Ale nie taką jaką chciałby zastać. Wyrzucał sobie swoją winę. Powiedział wczoraj za dużo. Po szoku jaki przeszła nie powinna się denerwować, a on doprowadził do katastrofy.
Opierając się o futrynę drzwi, patrzył na nie poruszające się ciało kobiety, którą kocha. Na korytarzu zauważył lekarza, który przed chwilą reanimował Laurę. Zawołał go. Łamiącym się głosem zapytał o jej szanse na przeżycie. Ostatnia. -usłyszał. Załamał się. Karcił siebie w myślach. "Jezu. Chciałem dać jej spokój, ale złamałem obietnicę daną przed ołtarzem, nie myślałem, że Tak będę tej decyzji żałował. Jezu zrób co w twojej mocy. Dlaczego ona cierpi za moje błędy?? Nie pozwól na to. Zabierz mnie. Ją zostaw" mówił szlochając
Stali tak po obu stronach po obu stronach sali. Dochodziła już godzina 13. Filip jak oszalały wbiegł do szpitala:
-Wuja! Gregor!! - potrząsnął go- Co się dzieje?! Nie odbierasz! Dlaczego nie jesteś u mamy??- krzyczał zdenerwowany
-Nie rozmawiałem z nią, bo jak wszedłem to zaczęli ją reanimować. Ona nie oddycha. -rozpłakał się
-Co  ?!- krzyknął wstrząśnięty nowymi informacjami.- Muszę się czegoś napić. Pójdę po baru.- oznajmił
Odszedł salę numer 117 dookoła, bo tam znajdował się bar. Chłopak zatrzymał się. Zauważył, że z drugiej strony sali tez znajdują się drzwi, w których ktoś stoi i płacze? Wydawało mu się, że zna tego mężczyznę, tak napewno mu się wydawało. Wzruszył ramionami i poszedł a stronę baru. Kupił wodę i zaczął pić. Po chwili zakręcił butelkę. Wracając znowu zatrzymał się przy drugich drzwiach do sali jego matki. Mężczyzna, który poprzednio patrzył w szybę, siedział teraz na ławeczce i twarz miał schowaną w dłoniach. Filip postanowił, że podejdzie:
-Dlaczego Pan płacze pod salą mojej mamy?- głowa mężczyzny momentalnie uniosła się ku górze
-Bo właśnie tracę żonę- powiedział- Mario Götze- podał rękę młodemu
-Mario.. czyli... tata?- spytał niepewnie
-Nie będziesz wstydził się tak mnie nazywać? Tyle czasu mnie przy Was nie było. Przepraszam Filipie- powiedział, a młody przytulił ojca
-Fajnie, że jesteś tato.- uśmiechnęli się- Choć, tam czeka wuja. Razem będzie nam raźniej- stwierdził i zaprowadził Mario do pierwszych drzwi.
-Wuja. Nic nie mów- powiedział widząc zdenerwowanie Schlieriego
Mężczyźni przedstawili się sobie.
Potem ważna była już tylko Laura, nad która w sali stały pielęgniarki i zaciśniętymi rękami. A lekarze wykonywali swoją powinność. Przełożona pielęgniarek odwróciła się do stojących za drzwiami i pokazała im na placach liczbę "5" tyle czasu zostało Laurze, jeżeli miała zamiar żyć. 5..4..3..2..1.. i ...nic? Lekarz przyłożył urządzenie do jej klatki piersiowej. Strzelił.

https://33.media.tumblr.com/ef57754af996e084a62ed58d7b348e2c/tumblr_mqp4gh9nUd1s5o9j7o1_400.gif
 Spojrzał na monitor zawieszony kawałek nad łóżkiem. Pokazywał długą prostą linię...

*****
Wiem, przepraszam. Rozdziały pojawiają się rzadko, ale tak musi być. Nie mogę tego zmienić. Kończy się rok szkolny i trzeba przez te dwa ostatnie miesiące wyciągnąć oceny jak tylko się da. Ponadto wyjazdy, próby, kroki, taniec... ehhh czuję, że to będą ciężki miesiące. Myślę, że czerwiec może okazać się spokojniejszy, ale puki co, dokładne nie określę kiedy pojawi się kolejny rozdział. Jak napiszę, to będzie ;)Mam nadzieję, że zrozumiecie ;)
And kibicujemy pszczółkom w sobotę przeciwko Berlinczykom
Borussia Dortmund : Hertha BSC ^^ Ligo Europy, nadchodzimy ;)) A propo BvB. Słyszałam plotki o rzekomym powrocie Mario Dortmundu. Co wy na to?
buźka ^^ /borussen09

sobota, 2 maja 2015

13. "Miło Cię poznać Nico"

2 dni później lekarze podejmują drugą próbę wybudzenia Laury. Na korytarzu czeka coraz bardziej zaniepokojony Gregor. Chłopak pozwoli traci nadzieję, że jego dziewczyna ma szansę przeżyć. Siedzi z smartfonem w ręku i szuka informacji, czy według teorii jest jeszcze ratunek dla Laury...

2godziny później z sali wychodzą lekarze. Po ich minach zdenerwowany chłopak nie wie co sądzić:
-Doktorze, co z nią?!- poderwał się z krzesła
-Kwestia myślę paru godzin, jeżeli jest silna, a to widać to może godzina i będzie z nami- mężczyzna w białym fartuchu uspokoił Gregora, przyjaźnie się uśmiechając
-Mogę.. Mogę do niej wejść?- zapytał
-Tak proszę.
 
Chłopak poczynił te same kroki co zawsze, przywitał dziewczynę całusem i zajął miejsce na krześle obok łóżka. Siedział z godzinę, może godzinę i pół, kiedy do sali wszedł Filip:
-Część jestem- powiedział- część mamuś- ucałował śpiącą w czoło.
-Prosto ze szkoły?- zdziwił się Schlieri
-Jak widać- uśmiechnął się wskazując na plecak
-Dobra, odwiozę Cię do domu zjesz coś i wieczorem przyjedziemy- oznajmił starszy
-Nie. Ty siedź, jakby mama się obudziła to dzwoń. Do domu jest nie daleko przejdę się, zjem coś i zaraz wracam- uśmiechnął się mały i wyszedł
Gregor odprowadził go wzrokiem. Patrzył jeszcze na zamykające się drzwi nie mogąc uwierzyć jaki ten mały jest odpowiedzialny. Nagle chłopak poczuł jak ktoś ściska mocniej jego rękę. Nie mógł być to nikt inny jak tylko Laura! Dziewczyna poruszyła rzęsami. Chłopak był strasznie spięty. Wiedział, że jego miłość powinna zaraz wrócić do rzeczywistości, ale bał się sam nie wiedział czego. Po jego twarzy spłynęła łza. Radości? Sam tego nie wie. Położył głowę na brzuchu dziewczyny, po czym ucałował jej brzuch:
-Gregor?- usłyszał szept, zachrypnięty głos
-Laura kochanie !!- cieszył się jak dziecko, mocno przytulił swoją wybrankę- Kocham Cię! - pocałował ją, a ona się uśmiechnęła
-Gregor, ale co się właściwie stało?- zapytała chrząkając
-Nie.. teraz nie będę Ci mówił. Nie powinnaś się denerwować- starał się ją uspokoić
-Mów mi wszystko. Teraz.- rozkazała
Chłopak opowiedział jej całą historię. Jak była w ciąży, jak zasłabła w drodze na mecz, a także o wypadku. Dziewczyna przyjęła to w miarę spokojnie. Być może dlatego, że nie chciała martwić swojego chłopaka.:
-Też muszę Ci coś powiedzieć- zaczęła dziewczyna niepewnie
-Co się stało?- złapał ją za rękę
-Ale najpierw choć, usiądź tu- lekko przesunęła się robiąc chłopakowi miejsce. Przytuliła się do niego mocno, a głowę oparła na klatce piersiowej- On tu był.
-Co? Kto?- zaniepokoił się
-Mario. Był tu siedział trzymał mnie za rękę i przepraszał. Pamiętam!- broniła się
-Kotek to byłem ja- pocałował ją w czubek głowy
-Nie. Znaczy ty też byłeś wiem. Ale Mario też był. Jestem tego pewna- upierała się przy swoim
-Witam w świecie żywych!- w sali pojawił się lekarz- Uups.. przepraszaam...- wycofał się
-Niech pan wejdzie. Miałem do Pana właśnie iść- zaczął Gregor
-Dobrze. Więc jak się pani czuje Pani Lauro?- zapytał
-Dziękuję dobrze- uśmiechnęła się
- To ja Pana porywam na chwilkę- zwrócił się do Gregora- O czym chciał Pan porozmawiać ?
- Czy to możliwe, żeby przypominały jej się rzeczy z przeszłości i łączyły z teraźniejszością ?- zapytał
-Raczej to nie są objawy bezpośrednie tej choroby. Rzadkość, powiem. Ale niech Pan opowie konkretnej. Może połączymy pewne fakty- zaproponował ordynator
-Kto odwiedzał tutaj Laurę? Wiem, że był tu taki mężczyzna. Pielęgniarki go pilnowały.
-A tak, był. Właśnie doborze że Pan mówi. Ten mężczyzna, kazał mi przekazać list do Pani Laury. - przypomniał sobie lekarz
-List? Jak ten człowiek wyglądał? Może Pan go opisać jakoś?- zdziwił się Schlieri
-Przykro mi. Miał bluzę, okulary i kaptur. Nie wiem, jak wyglądał nie rozpoznałem w nim nikogo- powiedział wstając
 
*Laura*
Po wypadku, który rzekomo miałam urwał mi się film. Czułam całkowitą pustkę w głowie. Wiem, że w między czasie ktoś do mnie mówił. Może to niebywałe ale rozpoznałam w nim głos Mario!! Szkoda, że Gregor mi nie wierzy.
-Pani Lauro. Mam coś dla pani- wszedł lekarz, pomachał mi kopertą
-Oo dziękuję- uśmiechnęłam się i odłożyłam kopertę
Za chwilę doszedł Filip. Siedzieliśmy we troje i rozmawialiśmy. Filip odpowiedział mi o szkole, oraz jak smutno im było beze mnie.
-Ej chwila. Właśnie na Was czekałam żeby otworzyć list- wzięłam do ręki kopertę z półki
-To dla nas zaszczyt- zaśmiał się Gregor całując nie w policzek
- Dobra, dobra. Nie cwaniakuj- uśmiechnęłam się i zaczęłam czytać
 
Droga Lauro!
Tak naprawdę, to nie wiem od czego zacząć. Najpierw chcę Cię przeprosić. Okłamałem Cię i bardzo mi z tym źle. Chciałbym wszystko naprawić. Ale Ty pewnie nie będziesz chciała mnie znać. Kochanie, ja... żyję. Nie umarłem. Wyjechałem do Paryża żeby odciągnąć od Was kłopoty. Nie było pogrzebu, nic nie było. To Hubert miał myśleć, że mnie pokonał i miał dać sobie spokój. Zmieniłem imię nazwisko, ale nie osobowość i nie uczucia do Ciebie i Filipa. Nadal bardzo Cię Kocham. A kiedy usłyszałem o wypadku zrozumiałem jakie głupstwo zrobiłem. Dotarło do mnie, że bez tej afery z moją śmiercią, też byśmy sobie poradzili mając siebie. Chcę, żebyś wiedziała, że bardzo cierpiałem. Nigdy nie pokochałam żadnej kobiety. Nie potrafiłem. Bo chciałem wrócić, żeby było jak dawniej. Ale wtedy zapomniałem o jednym. Że to życie a nie bajka z happy end'em. Obiecuję, że niedługo przyjdę i wyjaśnię Ci wszystko. Kocham Cię bardzo i nigdy nie przestałem.
Całuję. Twój na zawsze M.
 
-M ... Mamo ! Przecież to list od taty!! Tata to Mario tak?- dopytywał wyraźnie rozradowany młody Götze, zaczęłam płakać-  Mamo nie płacz. Kochasz tatę przecież a on żyje! Strasznie się cieszę
-10 lat ukrywał się przed światem! A ja płakałam, że Bóg mi go zabrał- załamałam się. Spojrzałam mimowolnie na Gregora i przytuliłam Filipa. Austriak nie był zadowolony. Chciałabym się cieszyć... ale nie potrafię
- Choć zostawimy mamę. Niech odpocznie- oznajmił Gregor- Prześpij się -ucałował mnie w głowę i wyszedł

Obudziłam się przed wieczorem, kiedy usłyszałam otwierające się drzwi. Stał w nich lekko zamaskowany mężczyzna. Kiedy zobaczył że mam otwarte oczy zawachał się, nad postawieniem kolejnego kroku na przód. Po chwili zdjął okulary i opuścił kaptur:
-Mario?!- krzyknęłam zachwycona
-Laura ! Boże jak się cieszę!!!- podszedł bliżej- Mogę Cię przytulić?- spytał niepewnie
-Musisz! Mario stęskniłam się za Tobą- wpadliśmy sobie w ramiona
-Kocham Cię. - wyszeptał mi do ucha
-Też Cię Kocham- rozpłakałam się-Mario dlaczego mi to zrobiłeś ?- płakałam dalej
-Chciałem, żebyś była bezpieczna. Ty i Filip. Wiem byłem idiotą- spuścił głowę w dół
-Nikt nie wymyślił czegoś bardziej oryginalnego- pocałowałam go w policzek- Sprawiłeś, że mam ochotę skakać z radości i z mostu jednocześnie- zasmuciłam się na co on się zaśmiał
-Długo jesteście parą z Gregorem?- zapytał patrząc w podłogę
-Tydzień czy dwa.  Coś koło tego. Kocham go ale chyba jak brata- uśmiechnęłam się
-Dasz mi szansę? Zmieniłem imię, nazwisko, ale nadal żywię do Ciebie ogromne uczucie. Kocham Cię jak wcześniej- mówił
-Więc jak mam do Ciebie mówić?-zaśmiałam się
-Jak chcesz- popatrzył na mnie słodko
-Czasem lekko nieogarnięty mąż- zaśmialiśmy się
-Znaczę jeszcze coś dla Ciebie żono?- zapytał
-Więcej niż możesz sobie wyobrazić. Kocham Cię- przybliżyłam się do niego- pocałuj mnie- wyszeptałam a on spełnił moją próbę, całując delikatnie moje usta
 
http://img.zszywka.pl/1/0370/4909/moj-swiat/buzi-buzi-buzi-.gif
 
Nareszcie poczułam to, co na tyle lat mnie opuściło. Miłość. Prawdziwą miłość. Taką która powinna wybaczać.. ale czy w tym wypadku jest to możliwe? Zostawił mnie, ale twierdzi, że chciał dobrze.
-Czytałaś list?- spytał
-Yhym. Otworzyłam go przy Gregorze i Filipie. Nie lubię mieć przed bliskimi tajemnic- odparłam
-A Filip... jak on zareagował?- dopytywał się
-Kiedy przeczytałam "Twój na zawsze M." Pierwszy się domyslił. Bardzo się ucieszył. Nawet się tego nie spodziewałam. Ale myślę, że jeśli chcesz coś między nami naprawić zacznij od naszego syna.- uśmiechnęłam się
-Chciałbym z nim porozmawiać choćby zaraz. Nie chcę już dłużej udawać- wyznał
-Powiesz mi wreszcie jak się teraz nazywasz?- zapytałam ponownie
-Yy dla Ciebie zawsze Mario- zaśmiał się
-Powiedz proooszę- zrobiłam błagalną minę i złożyłam ręce
-No dobrzee. Ale nie śmiej się- zastrzegł
-Okey..
-Nico Hoffmann, miło mi- zrobił nie zadowoloną minę
-Miło Cię poznać Nico ! Haha- zaśmiałam się
-Śmieszne. Naprawdę- zrobił poważną minę
-Nie udawaj poważnego bo Ci nie wychodzi. NICO- przeciągnęłam nowo poznane imię chłopaka
-Musisz? Zawsze się ze mną droczysz. Kiedyś zawału dostanę- położył rękę na sercu
-Wiesz, ja prawie dostałam zawału, jak uciekałeś do Paryża- wywróciłam oczami
-Przepraszam. Już nie będę żono- zaśmialiśmy się
-Wybaczam mężu, ale żeby mi to było ostatni raz!- pogroziłam palcem
-Przysięgam!- zasalutował- Nie sądziłem, że jeszcze kiedyś tak pogadamy.. cholernie mi Ciebie brakowało- uznał
-Mi też nie było łatwo.. cieszę się, że wróciłeś- uśmiechnęłam się
-A jeżeli pozwolisz, to już nie będę uciekał, ale będę zawsze będę przy Tobie- pocałował mnie w policzek
-Mam nadzieję.- przytuliłam go mocno, kiedy zauważyłam, że otwierają się drzwi i wchodzi...
 
 
****
Macie Mario! Takiego ... ym ujawnionego no xd. Mam nadzieję, że nie będziecie mi pisać, że jestem nie dobra bo ciągle kogoś zabijam :D ale co zrobić xd

Jedna uwaga co do komentujących z anonima. 
1.Wyraźcie swoją opinię w kilku słowach. Lubię długie komentarze, bo zwykle z takich komentarzy dowiaduję się co np. Robię źle, albo muszę poprawić. A to bardzo mi pomaga, bo na przyszłość staram się pisać poprawniej. Jestem bogatsza o to co mi tu piszecie ;)
2. Prosiłabym też o podpisanie się po ukośniku czy coś. Chcę mieć pewność, że to nie jedna osoba zostawia kilka komentarzy pod rozdziałem :)
Dziękuję. ;)